Artykuły

Wiele książek Stephena Kinga doczekało się mniej lub bardziej udanych przeniesień na mały bądź duży ekran. „Mr. Mercedes” wyprodukowany przez stację Audience Network należy do tych odebranych pozytywnie, będąc dobrym serialem i dobrą adaptacją równocześnie, pomimo kilku znaczących zmian w stosunku do pierwowzoru.

UWAGA! Tekst może zawierać SPOILERY do książki „Pan Mercedes” Stephena Kinga oraz serialu „Mr. Mercedes”.

Kontekst jest ważny

Odpowiedzialny za serial „Mr. Mercedes” David E. Kelley nie przełożył książki na ekran w skali jeden do jeden, ale zachował jej ogólny charakter i zarys fabularny. Oba media opowiadają historię Billa Hodgesa, dręczonego koszmarami dotyczącymi nierozwiązanej sprawy Zabójcy z Mercedesa emerytowanego detektywa. Akcja zawiązuje się, gdy detektyw otrzymuje list z pogróżkami od kogoś, kto podaje się za mordercę, którego ścigał. Wszystko wskazuje na to, że przestępca wyszedł z ukrycia i planuje kolejny zamach. Zarówno w książce, jak i w serialu śledzimy zamiennie poczynania śledczego oraz zbrodniarza, którzy próbują się nawzajem prześcignąć.

Scena otwierająca serial obrazowała dokładnie to, co wyobrażałam sobie, czytając powieść. Na całe szczęście twórcy oszczędzili widzom krwawych szczegółów. Przynajmniej w tym jednym przypadku – dalej nie było już tak przyjemnie. Chociaż historie pisane przez Stephena Kinga często bywają makabryczne, a jucha leje się w nich gęsto, to jednak przekładanie tego wszystkiego na ekran może wyjść po prostu obrzydliwie i bulwersująco. Tak też było w tym przypadku.

Już w pierwszych odcinkach widać pewne różnice fabularne pomiędzy serialem a książką. Im bliżej końca, tym jest ich więcej. W stosunku do pierwowzoru zmienił się sposób komunikacji Brady’ego Hartsfielda – tytułowego Pana Mercedesa – oraz detektywa, na bardziej wizualny, z wykorzystaniem filmików zamiast listów. W tej formie łatwiej jest zaprezentować widzom ich wymianę myśli, jednak wycina to wątek prób profilowania mordercy na podstawie jego listu, na czym serial nieco traci.

Zmianie uległy również relacje Brady’ego i jego matki. W oryginale Deborah Hartsfield nie dopuszczała do siebie myśli, że jej syn mógłby okazać się potworem, w serialu natomiast nie tylko się domyślała, ale także skonfrontowała się z nim. Ich wzajemny stosunek ochłodził się po rozmowie na temat podejrzanych projektów i skrywanej tożsamości Pana Mercedesa.

Brady Hartsfield, Deborah Hartsfield, Mr. Mercedes, Pan Mercedes, serial, Stephen King, serial, Audience TV, Canal+
Deborah Hartsfield (Kelly Lynch) i Brady Hartsfield (Harry Treadaway)

Zmiany największego kalibru pojawiają się w ostatnich dwóch odcinkach. Po pierwsze – Hodges w serialu znacznie ściślej współpracuje z policją podczas próby dorwania mordercy, co wpływa na zakończenie historii. Po drugie – Hartsfield również zmienia swoje postępowanie w końcowych momentach serialu, wodząc detektywów za nos, podrzucając im nagranie ze swoim wyznaniem oraz wabiąc na miejsce swojego sfingowanego samobójstwa. Po trzecie – zmienia się miejsce planowanego ataku Pana Mercedesa: w książce był to koncert boysbandu, w serialu natomiast celem stały się targi pracy (podobnie jak w przypadku pierwszego ataku). Powód ostatniej z tych zmian był całkowicie uzasadniony – premiera „Mr. Mercedes” miała miejsce niedługo po zamachu na koncercie Ariany Grande w Manchesterze. Nie wpłynęło to negatywnie na odbiór historii, a jednocześnie nie podsycało niepotrzebnie napięć społecznych.

Jak cię piszą, tak cię widzą

Bohaterowie zostali przeniesieni z kart książki na ekran dość wiernie, chociaż i tutaj nie uniknięto niespodzianek. Największą z nich było wprowadzenie zupełnie nowej postaci, sąsiadki Billa – Idy Silver. Mimo że nie było jej w oryginalnej wizji Stephena Kinga, to świetnie została wpleciona w opowieść, będąc pewnym światełkiem w tunelu i ostoją dla podstarzałego detektywa. Oglądając serial około dwa lata po lekturze „Pana Mercedesa”, początkowo zastanawiałam się, dlaczego nie pamiętam Idy – aż tak dobrze pasowała do całości.

Ida Silver, Holland Taylor, Mr. Mercedes, Pan Mercedes, serial, Stephen King, Canal+, Audience TV
Ida Silver (Holland Taylor) – postać dodana w serialu

Barbara Robinson, dosyć często pojawiająca się na kartach powieści, utraciła swoją rolę w serialu ze względu na zmianę miejsca drugiego ataku Hartsfielda. W oryginale dziewczynka wybierała się z koleżankami na koncert, który za cel obrał sobie Pan Mercedes. Nic więc dziwnego, że tutaj stała się postacią epizodyczną.

Pozostali bohaterowie zostali poddani zaledwie drobnym poprawkom. Freddie Linklatter została przemianowana na Lou, Frobisher zyskał nowy pseudonim, Jerome stracił swój specyficzny i nieco irytujący sposób mówienia, Holly odmłodniała, a Hodges dostał nowe pochodzenie i akcent (to akurat uzasadnione – odgrywający tę postać Brendan Gleeson jest Irlandczykiem, a twórcy nie chcieli wymuszać na nim zmiany akcentu). Nic co wpłynęłoby bardzo znacząco na historię, przez co zastanawiam się nad zasadnością większości z tych różnic.

Nie licząc jednak drobiazgów, bohaterowie zostali przedstawieni niemal dokładnie w taki sposób, w jaki ich sobie wyobrażałam.

Diabeł tkwi w szczegółach

David E. Kelley dokonał również kilku niewielkich zmian, wydawałoby się, mało znaczących elementów. Dotyczy to chociażby nazwy sklepu, w którym pracował Brady, ale także pozbawienia Billa jego ulubionej broni (zwanej przez niego „happy slapperem”) czy wzbogacenie grona jego przyjaciół o żółwia lądowego. Różnice błahe, dla wielu pewnie nawet niezauważalne, ale w niektórych przypadkach istotne.

William Hodges, Brendan Gleeson, Mr. Mercedes, Pan Mercedes, serial, Stephen King, Audience TV, Canal+, żółw lądowy
Kadr z serialu „Mr. Mercedes”

Karmienie pupila przez detektywa stało się częścią jego codziennej rutyny, co miało znaczenie w kwestii budowania postaci – w książce tę funkcję pełniły opisy nudnych dni i przeżyć Hodgesa, w serialu zaś było to zadaniem powtarzającej się czołówki. Trzeba przyznać, że ten drobiazg pozytywnie wpłynął na przedstawienie oraz odbiór tej postaci.

W ogólnym rozrachunku serialowy „Mr. Mercedes” wyszedł trochę mniej wciągający niż książka. Podczas przenoszenia historii na mały ekran udało się zachować charakterystyczne cechy bohaterów. Niestety nie dokonano tego samego w kwestii klimatu i trzymania widza w napięciu – z tymi elementami oryginał radził sobie lepiej. Adaptacja jednak okazała się wystarczająco wierna, żebym jako fanka trylogii o Panu Mercedesie nie łapała się za głowę przy każdym odcinku.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Mr. Mercedes

Luźna adaptacja powieści Stephena Kinga o tym samym tytule. Historia opowiada o emerytowanym detektywie Billu Hodgesie (Brendan Gleeson). Mężczyzna zaczyna dostawać …


Aktualności



Artykuły