2
Artykuły

Margaret Atwood ma ostatnio szczęście do adaptacji swoich książek. Niedawno mogliśmy oglądać świetny serial na podstawie „The Handmaid's Tale”, a od niedawna na Netflixie dostępna jest produkcja zatytułowana „Alias Grace”, będąca dość wiernym przełożeniem na ekran powieści z 1996 roku autorstwa tej kanadyjskiej pisarki. Jest to opowieść oparta na faktach, a jej główna bohaterka, Grace Marks, kanadyjska służąca sądzona i skazana w 1843 roku za współudział w morderstwie swego pracodawcy i jego gospodyni, jest rzadkim przypadkiem bohaterki, która okazuje się tak samo intrygująca zarówno w wersji książkowej, jak i serialowej. Nie ma co tu się zastanawiać, czy czytać, czy oglądać, gdyż oba teksty kultury ciekawie się uzupełniają i pogłębiają nawzajem swoje przesłania.

Pokora i skromność panny służącej

W wersji serialowej dostajemy bardziej jednostronną, subiektywną wersję wydarzeń, przedstawioną w opowieści więźniarki Grace (Sarah Gadon). Od rozprawy minęło już 15 lat, których część nasza bohaterka spędziła w domu dla obłąkanych, a część w więzieniu, mając jednak możliwość wychodzenia do pracy w rezydencji naczelnika więzienia. Zainteresowanie osadzoną nie mija i choć udało jej się uniknąć kary śmierci (jej domniemany wspólnik zawisł), to jednak wiele osób domaga się całkowitego oczyszczenia jej z zarzutów i uwolnienia. Dlatego też dochodzi do spotkania Grace z młodym doktorem Jordanem (Edward Holcroft), który ma zbadać stan jej psychiki i to, czy kobieta rzeczywiście, jak podaje, nie pamięta morderstw. I tak rodzi się sytuacja (trochę jak w „Milczeniu owiec”, trochę jak w serialu „Mindhunter”), w której nauka i chłodny rozum próbują spojrzeć w twarz zbrodni. Całymi tygodniami doktor przeprowadza wywiad, a Grace opowiada, snując opowieść niczym Szeherezada. Zarówno w wersji książkowej, jak i serialowej zapoznajemy się z serią retrospekcji, w których była panna służąca pokazuje nam swoje życie, ze szczególnym uwzględnieniem serii niefortunnych zdarzeń prowadzących do tego, że cała Kanada poznała ją jako zręczną manipulatorkę, uwodzicielkę i gorliwą asystentkę przy duszeniu, ćwiartowaniu i dziurawieniu kulami ciał swych zwierzchników. Wszystko to kłóci się z wyglądem i obyciem Grace, która jest osobą urodziwą, opanowaną, skromną i bardzo pokorną. Dzięki temu uniknęła szubienicy, a w przyszłości może nawet wyjść z więzienia.

Zatem jeśli chodzi o główną oś fabularną, to powieść i serial są do siebie bardzo podobne. Różnica tkwi w rozwoju wątków pobocznych, których siłą rzeczy w produkcji telewizyjnej musiało być mniej.

Życie rodzinne i romans doktora

Warto zapoznać się z powieścią przede wszystkim dlatego, że daje niepowtarzalne poczucie obcowania z czymś bliższym rzeczywistości. Jest tu więcej niż w serialu cytatów poprzedzających kolejne rozdziały, głównie przytaczających słowa naocznych świadków zdarzeń z połowy XIX-ego wieku. A jeśli po obejrzeniu produkcji Netflixa czegoś wam jeszcze brakowało, to spieszę donieść, że powieść umożliwia nam patrzenie na sprawy także z punktu widzenia dr. Jordana, co jest nad wyraz interesujące, zwłaszcza dlatego, że jego romans ze słomianą wdową, u której mieszka, staje się odbiciem tego, co mogła (ale wcale nie musiała) zrobić przed laty Grace Marks. W tym przypadku Atwood naprawdę wyjątkowo zgrabnie operuje słowem, dając czytelnikowi wiele przyjemności, a widzowi odpowiedź na ważne pytania dotyczące przewinień panny służącej.

Dużo wnosi do historii także dość obszerny wątek rodzinny. O Marksach mówi się w serialu dość skrótowo, a to w ich dziejach kryje się kilka istotnych wskazówek. Serialowa Grace byłaby nam zapewne jeszcze bliższa, gdybyśmy wiedzieli, ile dokładnie miała rodzeństwa, jak wyglądało jej życie w Irlandii i dlaczego Marksowie emigrowali.

„Alias Grace” to opowieść poruszająca wiele ważnych tematów, w tym sytuację kobiet w XIX wieku. Powieść pozwala nam poznać realia epoki poprzez drobiazgowe opisy codziennych czynności, prac jakie musiała wykonywać służąca w tamtych czasach, takich jak szycie, pranie czy szorowanie podłóg. Gdyby nie nowoczesna forma, można by pomyśleć, że jest to rzecz napisana 150 lat temu, ale oczywiście to by było niemożliwe, gdyż tak intymna narracja z kobiecego punktu widzenia była wtedy nie do pomyślenia. Rzadko dane jest poczuć aż tak bliską więź z bohaterką, a jeszcze trudniej przenieść coś takiego na ekran, ale się udało. Zamiast długich opisów mamy sugestywne zdjęcia wnętrz oraz zbliżenia na twarz i szyjące ręce bohaterki, przez co można niemal poczuć, jakbyśmy siedzieli w salonie lub szwalni razem z nią i doktorem. Różnymi środkami, bardziej oszczędnie i zwięźle, ale serial oddaje sprawiedliwość tej wspaniałej opowieści.

 

„Alias Grace” (polski tytuł to „Grace i Grace”, ale według mnie powinien brzmieć „Grace i Mary”, bo tak nazwała swoje alter ego bohaterka) jest grą z widzem i czytelnikiem, który ma do wyboru trzy opcje: albo uzna, że bohaterka jest winna i kłamie, albo weźmie ją za osobę chorą psychicznie, albo też wreszcie zdecyduje, że jest ona opętana przez ducha, a całość składa się na bardzo metafizyczną fabułę. By w pełni cieszyć się tą grą, warto obejrzeć serial i przeczytać powieść.

Komentarze

(2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • eleven99
    eleven99

    Świetny serial ! Na końcu niby wszystko nam zostało wyjaśnione, ale tak na prawdę nie wiemy czy Grace od początku nami manipulowała i zmyślała, czy było tak jak mówiła podczas hipnozy... każdy może mieć swoje własne zakończenie i to w tym serialu jest super :)

  • Zuzanna Włodarkiewicz
    Zuzanna Włodarkiewicz
    @Suzie95

    Muszę koniecznie kupić książkę.

Powiązane

Seriale

The Handmaid's Tale

Witamy w alternatywnej rzeczywistości rodem z najgorszego koszmaru. Oto inna wersja historii świata, gdzie prawo stanowione jest przez mężczyzn i dla mężczyzn, …


Alias Grace

Serial oparty jest na książce Margaret Atwood o tym samym tytule. Biedna irlandzka emigrantka Grace Marks zostaje pokojówką w posiadłości w Północnej Kanadzie. …