Artykuły

„Terror” stacji AMC jest zdecydowanie jedną z najważniejszych i najciekawszych serialowych nowości tej wiosny. Ekranizacja bestsellerowej powieści Dana Simmonsa z 2007 r. zbiera w większości pozytywne recenzje tak krytyków, jak i widzów. Zainteresowanych odsyłam do naszej recenzji, natomiast w niniejszym tekście chciałbym dokonać zestawienia serialu z literackim pierwowzorem, wykazać różnice pomiędzy nimi oraz ocenić, czy serial dorównuje powieści. Nie da się tego zrobić bez spoilerów, nie chcąc zatem psuć nikomu zabawy ostrzegam, że w dalszej części tekstu takowe wystąpią (choć postaram się w miarę możliwości ich unikać).

Trochę historii

„Terror” jest opowieścią o jednej z najbardziej tragicznych wypraw w historii brytyjskiej marynarki. W XIX wieku, w okresie pokoju pomiędzy wojnami napoleońskimi a wojną krymską, Brytyjczycy często wykorzystywali swoje okręty wojenne do wypraw badawczych. Okręty HMS Terror i HMS Erebus wypłynęły z Wielkiej Brytanii w maju 1845 r. w poszukiwaniu tzw. przejścia północno-zachodniego, czyli możliwości opłynięcia od północy kontynentu amerykańskiego w celu skrócenia drogi morskiej do Chin i Indii. Po raz ostatni okręty widziane były przez wielorybników w sierpniu 1845 r. podczas wpływania do Zatoki Baffina. Żaden z uczestników tej ekspedycji z niej nie powrócił. Z notatki sporządzonej przez kapitanów Croziera i Fitzjamesa w kwietniu 1848 r. i pozostawionej na Wyspie Króla Williama wiemy, że dowódca ekspedycji Sir John Franklin zmarł latem 1847 r., zaś statki utknęły w lodzie na zachód od wyspy i zostały opuszczone przez załogę, która ruszyła w marsz na południe. Inuickie przekazy mówią o „białych”, którzy umierali z głodu oraz o przypadkach kanibalizmu, potwierdzonych przez późniejsze badania naukowe. Kombinacja zimna, głodu, szkorbutu i zatrucia ołowiem okazała się zabójcza dla uczestników wyprawy.

terror, amc, serial vs książka, pierwowzory i adaptacje,

 

Różnice

„Terror” Simmonsa czytałem kilka tygodni przed premierą serialu i otwarcie przyznaję, że jest to absolutnie jedna z najlepszych rzeczy, z jakimi miałem w ostatnich latach do czynienia. Simmons kapitalnie oddaje grozę sytuacji, buduje napięcie, w doskonały sposób żongluje źródłami niebezpieczeństwa rozpoczynając od mrozu, następnie oddając pole mitycznemu tuunbaqowi, by w końcu najniebezpieczniejszym okazał się i tak sam walczący o przetrwanie człowiek (skoro już przy stacji AMC jesteśmy, zważmy że dokładnie tego samego uczy nas ich inny hit, „The Walking Dead”). Twórcy serialu bazowali na naprawdę doskonałym materiale i widać, że mieli tego świadomość, bo są mu w zasadzie wierni. Na potrzeby ekranizacji należało jednak pewne rzeczy zmienić, w związku z czym mamy tu kilka istotnych ustępstw od oryginału, zwłaszcza w kwestii relacji pomiędzy poszczególnymi członkami załogi.

W pierwszych odcinkach najbardziej rzuca się w oczy wzajemna niechęć pomiędzy kapitanami Crozierem i Fitzjamesem. W powieści tego nie było, mimo iż Simmons w zasadzie sugeruje możliwość takiego antagonizmu poprzez opisanie ich pochodzenia i pozycji (Crozier był Irlandczykiem, który mimo osiągniętej pozycji nigdy tak naprawdę nie został w pełni zaakceptowany w najwyższych kręgach brytyjskiej marynarki, Fitzjames zaś był jej pupilkiem, młodą nadzieją). Trochę inaczej u Simmonsa wyglądał też wątek Sophii Cracroft. W powieści uwodzi ona Croziera, dochodzi między nimi do aktu cielesnego na łonie natury, po którym Irlanczyk próbuje się oświadczyć, lecz zostaje odrzucony. Sophia u Simmonsa jest kobietą, która zwyczajnie zaspokaja swoje pragnienia. Nie ma w powieści sugestii, by jej sprawa stanowiła kość niezgody między Crozierem a dowódcą wyprawy, Johnem Franklinem, tymczasem w serialu sugeruje się, że przez tę należącą do rodziny Franklina kobietę dwaj mężczyźni nie mogą dojść do porozumienia (w jednej ze scen mówi on do Croziera, że obaj mieli wobec siebie niespełnione oczekiwania: Franklin chciał mieć w Crozierze przyjaciela, Crozier we Franklinie członka rodziny). Relacja Francisa Croziera z Corneliusem Hickeyem również wygląda u Simmonsa nieco inaczej niż w serialu. Na kartach powieści Crozier od początku nie darzy Hickeya sympatią, uważając go za element podejrzany, podczas gdy w serialu w jednym z początkowych odcinków mamy scenę, w której Crozier częstuje Hickeya whisky. Scena chłosty, której poddany został później m.in. Hickey znajduje się także na kartach powieści, choć jej przyczyny są zdecydowanie inne. Jednakże wszystkie powyższe zmiany wydają się w serialu całkowicie uzasadnione, pozwalają bowiem na ciekawe wprowadzenie postaci oraz solidne narysowanie ich portretów przed ewentualną przemianą.

Nieco gorzej rzecz wygląda w przypadku Lady Ciszy. W powieści od początku jest ona niema, a badający ją lekarze stwierdzają brak języka spowodowany nieprawdopodobnie wręcz precyzyjnym cięciem. Zajmuje komórkę na jednym z dolnych pokładów Terroru, z której się co rusz wymyka. U Simmonsa odkrywcą jej tajemnicy jest porucznik Irving, który zdaje raport Crozierowi i otrzymuje rozkaz śledzenia jej z dość prostej przyczyny: Crozier ma nadzieję, że uda się poznać sposób, w jaki Lady Cisza zdobywa świeże mięso, z czym załoga ma ogromny problem, a co w związku z kłopotami z puszkowaną żywnością może zadecydować o ich przetrwaniu  (w powieści, tak jak w serialu, pojawia się motyw zepsutych konserw i zatrucia ołowiem; ostatnie badania wykazują jednak, że prawdziwym powodem zatruć były raczej piece do podgrzewania wody, w które na okoliczność wyprawy wyposażono oba okręty, a które pochodziły z lokomotyw). Scenarzyści serialu obdarowują Croziera i kilku innych członków załogi znajomością języka Innuitów i serwują nam scenę przesłuchania Lady Ciszy, której w powieści oczywiście być nie może: kobieta jest niema, nic nie wiemy natomiast o zdolnościach lingwistycznych członków załogi. Siłą rzeczy u Simmonsa Lady Cisza jest postacią o wiele bardziej tajemniczą, przez długi czas istota jej relacji z tuunbaqiem pozostaje dla nas zagadką. W serialu jej wątek mimo wszystko spłycono, również poprzez powiązanie z postacią doktora Goodsira (który z kolei, abstrahując od wątku Lady Ciszy, zarówno w serialu, jak i na kartach powieści jest jedną z najciekawszych postaci). Wracając zaś do Irvinga: w obu przypadkach ginie on z ręki Hickeya chwilę po spotkaniu z grupą Innuitów. W powieści Hickey od dłuższego czasu wyczekiwał okazji, by go zamordować, gdyż ten był świadkiem jego intymnej schadzki z marynarzem Mansonem, ogromnych rozmiarów półgłówkiem, stanowiącym siłę wdrażającą wolę Hickeya. Twórcy serialu niestety podmienili Hickeyowi partnera. Szkoda, bo wygląda, jakby się nieco bali, a przecież Simmons na kartach swojej powieści kreśli nam drugi gejowski wątek, jakże piękny, który w serialu zostaje zaledwie zasygnalizowany w jednym z odcinków (niżej podpisany dotychczas widział siedem epizodów).

terror, stacja amc, książka, powieść, serial,

O ile w serialu pozmieniano nieco relacje między postaciami względem powieści, o tyle w warstwie fabularnej twórcy dotychczas pozostają wierni Simmonsowi. Jednak jednym z problemów serialu jest to, że — w porównaniu z książką – nie dostrzegamy tutaj zagrożenia wynikającego z przeraźliwych wręcz mrozów. Opis zimna, problemów z ogrzewaniem uwięzionych w lodzie okrętów, mrozu przeszywającego nieprzystosowaną do tego odzież zajmuje u Simmonsa naprawdę sporo miejsca. Przy ogromnych mrozach problemem było dotknięcie czegokolwiek gołą skórą, co w serialu sugeruje zaledwie jedna scena przyłożenia lunety do oczu. Simmons w powieści opisał nam prawdziwe piekło północy, tymczasem w serialu Hickey po zamordowaniu Irvinga paraduje półnagi (podobnie nie miałaby u Simmonsa racji bytu scena, w której Hickey po karze chłosty stoi z nagim torsem przed swoim hamakiem). Jest to jeden z moich głównych zarzutów wobec twórców serialu: nie udało im się tego niestety odtworzyć.

terror, serial amc, książka, serial,

 

Werdykt

Wspomniałem wyżej, że powieść Simmonsa cenię niezmiernie. Jest to jedna z tych pozycji, które pamiętał będę przez długie lata i polecał każdemu, kiedy tylko nadarzy się okazja (ogólnie polecam Simmonsa, bo to pisarz doskonały w swoim fachu, np. jego „Hyperion” to najdoskonalsza literacka synteza wszystkiego, co najpiękniejsze w gatunku science fiction). Serial, mimo iż oglądam go z niekłamaną przyjemnością, nie wywołuje we mnie niestety podobnych uczuć. Czegoś mi w nim brakuje, poniekąd problemem jest tu to, o czym wspominałem nieco wyżej, że nie udało się w podobny sposób uchwycić twórcom arktycznego piekła, z drugiej strony jednak wydaje mi się, że byli bez szans w starciu z literackim kunsztem Simmonsa. Co oczywiście jest moją prywatną opinią, z którą jak najbardziej macie prawo się nie zgadzać. Tak czy owak, ja chętnie obejrzę serial do końca. Simmonsowi bowiem udało się napisać piękne zakończenie tej jakże tragicznej historii. Ciekaw jestem, czy twórcy serialu pójdą jego śladem. 

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Terror

Rok 1845, Marynarka Wojenna wyrusza w morską podróż, której celem jest odnalezienie przejścia Północno-Zachodniego. Załoga napotyka na swojej drodze wiele problemów, …


Recenzje


Aktualności



Wywiady