5
Artykuły

Najcudowniejsze pytanie, jakie może usłyszeć każdy serialomaniak, brzmi: „Jaki serial mógłbyś polecić?”. Lubię doradzać w tej kwestii, zwłaszcza jeśli dobrze kogoś znam i wiem, co może mu się spodobać. Czasem czuję się jak coach serialowy, który może pokierować rozmową na ten temat, wykazując się przy tym znajomością nowości i szerszym kontekstem wiedzy o danym tytule. W tym temacie czuje się jak ryba w wodzie. Cenię seriale za rozbudowaną fabułę, dużo szersze niż w przypadku filmów fabularnych możliwości realizacyjne. Jednak nie zawsze seriale wzbudzają we mnie zachwyt i przyjmuję je bezkrytycznie. Czasem zdenerwuję się, oglądając jakąś produkcję, albo czuję niedosyt i znużenie. Przypatrzmy się (nie tylko moim) powodom serialowych frustracji.

  1. Spoilery

Szanuję Netflixa za to, że część swoich produkcji wypuszcza w całej serii i nie muszę czekać na kolejne odcinki, które emitowane są w tygodniowych odstępach. Można zaplanować świetny wieczór: przygotować przekąski, zaopatrzyć się w baterię napojów, wyłączyć telefon i oddać się binge watchingowi. Rzeczywistość bywa jednak przewrotna. Tak zdarzyło mi się z drugim sezonem „Stranger Things”. Załóżmy, że czekasz na kolejny sezon rok albo i więcej. Znasz dokładną datę premiery, planujesz, że weekend będzie należał do tego tytułu. I wskutek nieprzewidzianych wydarzeń, kilka następujących po premierze dni poświęcasz na coś zupełnie innego. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że wszyscy inni mają już maraton serialowy za sobą. Przeglądasz Facebooka, inne przypadkowe strony, a tam czyhają na ciebie spoilery. Niby nie chcesz wiedzieć, co jest w nich napisane, ale zerkasz jednym okiem i wiesz już prawie wszystko. Wystarczy chwytliwy tytuł recenzji, jakiś mem zamieszczony przez znajomego albo podsłuchana w tramwaju rozmowa i zabawa popsuta. Do tego to zdziwienie znajomych „Naprawdę jeszcze nie oglądałaś?”. Oczywiście seriale nie rządzą moimi życiem, ale jeśli uznać, że to pewna forma pasji, to nie bycie na bieżąco, może nieco popsuć humor. Jeden weekend bez seriali i już wypadasz z obiegu! 

  1. Komplikacje fabularne

(Fragment zawiera elementy fabuły „Game of Thrones”, które można potraktować jako SPOILER)

W pierwszej dziesiątce moich ulubionych seriali na pewno znalazłoby się „Game of Thrones”. Powodów jest wiele: dobra historia, interesujący bohaterowie i mistrzowska realizacja. Ale są pewne kwestie, których jego twórcom wybaczyć nie mogę. Serial oglądam od samego początku. Zanim jednak pojawił się na ekranach, przeczytałam wszystkie książki, na podstawie których został nakręcony. Mam więc dobre podstawy teoretyczne i oglądanie powinno iść mi gładko. Cóż poradzić na to, że ja po prostu niektórych rzeczy nie pamiętam. Między kolejnymi seriami są coraz dłuższe przerwy, a ja czasem nie mogę przywołać ostatniej sceny sezonu, nawet jeśli była bardzo znacząca. W serialu brakuje nawiązań do przeszłych wydarzeń, delikatnych flashbacków. Czasem nie bardzo kojarzę, kto przeżył, a kto jeszcze stąpa po ziemiach Westeros. Serial charakteryzuje wielość bohaterów i skomplikowanych wątków. Czy ktoś z was naprawdę pamięta, jaka była historia sztyletu, który trafił ostatecznie do Aryi? Szczerze mówiąc – ja nie miałam pojęcia. Przyznam się wam, że umknęły mi nawet okoliczności śmierci Rickona i gdyby nie rozmowa z koleżanką, żyłabym w przeświadczeniu, że całe rodzeństwo z Winterfell (z wyjątkiem Robba) ma jeszcze długie lata przed sobą. Choć scena jego śmierci była dramatyczna i wzbudzała wiele kontrowersji, w natłoku innych, niemniej poruszających, przepadła w mojej pamięci jak Gendry na swojej łódce. 

Cieszy mnie, kiedy serial jest pieczołowicie dopracowany, nakręcony w pięknych sceneriach, a efekty specjalne są realistyczne. Długie oczekiwanie na kolejne odcinki przyczynia się do gorszego odbioru wątków fabularnych, a czasem nawet zapominania o danym tytule, zwłaszcza jeśli zainteresowanie nim nie jest podsycane przez producentów. Tak jest w przypadku „Westworld”. Pomimo że to świetna produkcja HBO to tylko grono oddanych widzów o niej pamięta i czeka na drugi sezon. 

  1. Trudności z wyborem

Czasem przeglądanie oferty platform streamingowych przypomina mi poranne szykowanie się do wyjścia z domu. Otwieram szafę i pojawia się ta niechciana myśl – nie mam co na siebie włożyć. Podobnie jest z serialami. Przeglądam Netflixa, HBO i Showmaxa, i dochodzę do jednego wniosku „nie mam co oglądać”. Oferta jest bogata, ale jakoś wieje pustką. Narasta we mnie poczucie bezradności i zniecierpliwienia. Przeglądanie zaczynam od ulubionych gatunków, nieco później zmierzam ku rekomendowanym przez platformę tytułom, a w akcie rozpaczy sięgam po nowości. I czasem kończy się straconym czasem. Oczywiście trudności w dokonaniu wyboru  mogą mieć też dobre strony – wracam do porzuconych produkcji i ze zdziwieniem przekonuję się, że błędem było ich niedocenienie. Kilkanaście lat temu sprawa była prosta. Seriale oglądało się w telewizji, dokładnie tego samego dnia, o tej samej godzinie. Najpopularniejsze oczywiście były te emitowane w primetime. Oglądały je całe rodziny, celebrując wspólnie spędzony czas. Po emisji odcinka można było podyskutować na jego temat w szkole lub pracy. Sprawdzała się prosta zasada – jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

  1. Mindfuck

Choć nie przepadam za określeniem „mindfuck”, to jest to jeden z moich ulubionych typów seriali. Uwielbiam rozwiązywać nieoczywiste zagadki, cieszyć się intelektualnymi niuansami i wychwytywać pozornie nieznaczące fakty. Oglądanie trzeciego sezonu „Twin Peaks” odbywało się wedle ściśle określonego rytuału. W poniedziałek wieczorem nowy odcinek, a przez kolejne dni tygodnia poszukiwanie informacji na jego temat. Oglądałam podsumowania na You Tube, uczestniczyłam w dyskusjach na grupach facebookowych, czytałam fora.  Sprawiało mi to ogromną przyjemność i pozwalało czuć Lynchowski klimat przez cały tydzień. Natomiast w przypadku innych seriali bywa to dla mnie męczące. Denerwuję się, jeśli sama nie wpadnę na jakiś trop, jeśli okaże się, że byłam niewystarczająco spostrzegawcza i umknęły mi znaczące dla fabuły fakty. Czasem towarzyszy mi to paskudne uczucie, kiedy wchodzę na jakieś forum i okazuje się, że większość widzów doskonale rozgryzła wszystkie wątki, a ja nie wpadłam na proste rozwiązania. Takie sytuacje odbierają mi zabawę. Zwłaszcza jeśli nie jestem przygotowana na to, że bez drobiazgowego śledzenia fabuły, nie dojdę do trafnych wniosków.

  1. Kasowanie/nadmierne przedłużanie serialu

Miłość do serialu może być burzliwa i gwałtowna, może też się rodzić niepostrzeżenie i narastać z każdym odcinkiem. Są tytuły, które mnie porwały i stała się z nimi najgorsza rzecz z możliwych, czyli zostały zdjęte. Trudno wybaczyć producentom, że już nie obejrzymy kolejnego sezonu „The Knick” albo „Carnivale”. Oczywiście o kontynuacji tytułu decydują różne względy, ale niektóre tytuły nie dostają nawet szansy, żeby rozwinąć skrzydła i ponieść na nich swoich widzów. Pomimo solidnego cliffhangera kontynuacji nie doczekało się choćby „Flash Forward”. Kij ma jednak dwa końce. Obok tych przedwcześnie zdjętych istnieją seriale, które są kalkami samych siebie i ciągną się w nieskończoność. Rozumiem chęć zarobienia na tytule, ale pazerność bywa zgubna. Choć „The–X Files” to kultowa produkcja, to jego kontynuowanie jest dla mnie niezrozumiałe. Odgrzewany kotlet nie zawsze dobrze smakuje. Kolejne sezony nie wnoszą nic nowego, brakuje im świeżości, nie proponują żadnych innowacji. Podobny los podzielał „House M. D.”. Uwielbiałam ten serial. Zaliczam go klasyków obowiązkowych dla każdego serialomaniaka, ale powtarzalność zabijała ten tytuł. Mogę wybaczyć mu osiem sezonów, ale schematyczności już nie bardzo. Dorwałam do końca, ale momentami popadałam w katatonię jak przy oglądaniu „Kuchennych rewolucji”. Zadawałam sobie pytanie – czy to nie przypadkiem dr House zachoruje na toczeń, bo jego motyw pojawiał się niepokojąco często.

 

Nikt i nic nie zniechęci mnie do oglądania seriali. To jedna z moich ulubionych form rozrywki. Może dlatego przykładam dużą wagę do jakości tego, co oglądam. Nie trwonię czasu na bezwartościowe tytuły, choć zdarzają mi się również guilty pleasures. Moje odczucia względem opisanych powyżej niektórych tytułów serialowych są subiektywne, wydaje mi się jednak, że każdy widz przeżywa od czasu do czasu  rozżalenie i niezadowolenie z tego, co ogląda. Jakie cechy seriali wywołują w was frustrację? 

Komentarze

(5)
  • Mateusz Myślicki
    @MateuszMyslicki

    Bardzo fajny tekst, przemyślany, dobrze napisany, koherentny. I przede wszystkim: czy nie wszyscy się tak kiedyś czuliśmy? Jak w każdym z tych punktów. Ja np. Harrego Garncarza zacząłem czytać naście lat od premiery, znałem wszystkie najważniejsze wątki (co ze Snapem, co z Dumbledorem, itd.), ale dzisiaj faktycznie jeśli z serialem spóźniamy się parę dni, to już wiemy o najciekawszych wątkach.

    Mnie chyba tylko komplikacje fabularne nie zniechęcają. Lubię zakręcone fabuły i łączenie faktów dużo bardziej niż dzikie zagadki rodem z "Twin Peaks".

    Tylko z tym Housem się nie zgadzam, dla mnie wszystkie 8 serii jest świetnych. No ale to może być kwestia młodzieńczego zauroczenia!

  • Ewa Zielińska
    @Hander

    Pod wszystkim się podpisuję. Jednak chyba najgorsze co może być, to zacząć oglądanie serialu nie wiedząc, że został skasowany. Miałam tak z Ascension. Po skończeniu zorientowałam się, że nie ma kontynuacji. I klops...

    A od pamiętania zawiłości fabularnych mam męża - on ma taką pamięć, że nawet jeśli ze mną nie ogląda tylko czasem zerka przez ramię, to i tak potrafi mi po roku czy dwóch przypomnieć o co chodziło. :D

  • Dariusz Tomasik
    @777moneymaker

    Dorzuciłbym jeszcze gwałtowny spadek poziomu, który zmusza do zastanowienia - oglądać dalej, czy już nie.

Powiązane

Seriale

House

Serial opisujący losy tytułowego Gregory'ego House'a, lekarza genialnego, lecz dość kontrowersyjnego i niekonwencjonalnego. Razem ze swoim zespołem diagnostycznym w każdym odcinku rozwiązuje inną medyczną zagadkę. Szpitalne perypetie bohatera przepla...

Game of Thrones

Adaptacja sagi George'a R.R. Martina. Kilka rodzin szlacheckich walczy o panowanie nad ziemiami krainy Westeros. Spiski oraz zbrodnie są na porządku dziennym.

Stranger Things

Akcja serialu rozgrywa się w 1983 roku w stanie Indiana, USA. W spokojnej, podmiejskiej dzielnicy ginie chłopiec. Przyjaciele, rodzina i policja zaczynają poszukiwania, jednak zaginięcie chłopca okazuje się być początkiem złożonej historii, której...

The Knick

Nowy Jork, początek XX wieku. Zespół młodych lekarzy pracujących w szpitalu Knickerbocker pod kierownictwem doktora Johna Thackery'ego wprowadza pionierskie, często ryzykowne rozwiązania medyczne. Doktor ma jeden źle wpływający na jego pracę problem ...

Twin Peaks

W sennym i spokojnym miasteczku zostaje odnalezione ciało uczennicy, Laury Palmer.

Westworld

Serial w doborowej obsadzie i niesamowitymi efektami specjalnymi jakie stały się znakiem rozpoznawczym wszystkich produkcji HBO. Innowacyjny park rozrywki o niewyobrażalnej skali, gdzie inteligentne roboty odgrywają role ludzi żyjących w okresie, gdy...