Artykuły

Czy to się komuś podoba czy nie, „Korona Królów” jest najbardziej elektryzującą polską premierą serialową początku 2018 roku. Wielu nie omieszkało już zdać swych relacji z seansów pierwszych odcinków. Serial stał się pośmiewiskiem, ale producenci narzekać nie powinni – całe zamieszanie wokół nowej polskiej telenoweli historycznej tylko daje im darmową promocję, dzięki której serial codziennie gromadzi przed telewizorami miliony widzów. Podjęłam się wyzwania, jakim jest spojrzenie na „Koronę Królów” z perspektywy kogoś, kto z nieskrywanym entuzjazmem oglądał „Wspaniałe Stulecie”, do którego tak ochoczo porównuje się „Koronę...”. Wszyscy opróżnili już swoje wiadra z pomyjami? Można zaczynać?

Dzień, w którym wybuchł Internet, czyli premiera „Korony Królów”

Preludium tego wydarzenia było pierwsze udostępnienie zdjęć z planu „Korony Królów”. Już wtedy social media w Polsce zaczęły dymić i wyrzucać pojedyncze kamyki, niczym przebudzający się wulkan. Krytycy i pretendenci do tego tytułu już wtedy prześmiewczo porównywali „Koronę Królów” do dzieł takich jak „Świat według Kiepskich”, czy „Klan” (teraz muszę przyznać, że wiele się nie pomylili). Natomiast mój sprzeciw niezmiennie budzi przytaczanie „Gry o Tron” jako produkcji, na którą rzekomo polską odpowiedzią miałaby być „Korona Królów”. Błagam osobę, która pierwsza rzuciła tak nonsensownym przykładem, żeby przestała się kompromitować. Jak serial fantasy ma się do telenoweli historycznej? Nie słyszałam, żeby w kronikach ktoś wspominał o królu Łokietku przemieszczającym się na grzbiecie smoka. Może mnie coś ominęło na lekcjach historii.

Kilka miesięcy później światło dzienne ujrzały dwa pierwsze odcinki wyczekiwanego serialu. Już po pierwszych sekundach nastąpiła erupcja polskiej części Internetu. Bo któż z nas nie spotkał się z szyderczym komentarzem na facebookowej tablicy znajomego, czy nie wpadł na genialny pomysł na mema z podobizną serialowego Kazimierza na banknocie pięćdziesięciozłotowym (to akurat był mój genialny pomysł na mema)? „Korona Królów” stała się pożywką zarówno dla kanapowych maruderów, jak i zawodowych recenzentów, którzy tylko czekali z wcześniej przygotowanymi na tę okoliczność żartami. Z racji tego, iż był to Sylwester, wielu widzów, ze mną włącznie, znajdowało się już pod wpływem alkoholu. Mogło to nieco zaburzyć odbiór serialu, choć w moim odczuciu wyłącznie na korzyść. Przez ten radosny stan umysłu moim oczom ukazał się najlepszy serial komediowy, jaki widziałam od dawna. Na drugi dzień jednak nie było już tak wesoło, a mnie przez chwilę zrobiło się nawet przykro, że w kraju o tak wspaniałej historii nie można wyprodukować porządnego serialu historycznego. 

Ilona Łepkowska od samego początku podkreślała, iż ma to być telenowela osadzona w historycznych realiach, a nie Bóg wie jak ambitny serial przygodowy. Dlaczego więc balon oczekiwań wobec „Korony Królów” został napompowany do tak wielkich rozmiarów? Trochę w tym winy Jacka Kurskiego, który popadł w przesadną ekscytację produkcją swojej stacji. A że prezes TVP nie należy do grona ulubionych prezesów Polaków, tym silniejszy atak na „perłę w jego koronie”. Nie można jednak zwalić całej tej fali krytyki tylko na niechęć do Kurskiego. „Korona Królów” jest po prostu produkcją nieudaną.

Podobieństwa między „Koroną Królów” a „Wspaniałym Stuleciem”

Tym, co najbardziej łączy „Koronę Krolow” i „Wspaniałe Stulecie”, jest forma telenoweli obu seriali. W związku z tym widz powinien nastawić się nie na zapierające dech w piersiach sceny batalistyczne, czy ekscytujące przygody bohaterów, ale na pałacowe intrygi i dużo gadania – wszystko to przedstawione w sposób subtelny, wymagający od widza domyślania się rzeczy, których nie pokazano wprost. To jak wywrócenie do góry nogami trendu brutalnych, ociekających krwią i innymi wydzielinami przygodowych widowisk zza oceanu. Czy to się może spodobać widzom, którzy widzieli już wszystko? Jak się okazało – tak. „Wspaniałe Stulecie” stało się hitem.

Biorąc pod uwagę fabułę, „Korona Królów” rozpoczyna się podobnymi wydarzeniami, co „Wspaniałe Stulecie”. Umiera dotychczasowy władca, a młody książę obejmuje po nim tron. Matka księcia jest silną i władczą, wspierającą swego syna postacią. W serialu znalazło się także miejsce dla pyskatej młodej kobiety – ochrzczonej poganki, która zostaje żoną księcia. Dwie najważniejsze kobiety w życiu księcia, delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą. Czyż to nie schemat podobny do tego z serialu o perypetiach sułtana Sulejmana?

Inną wspólną nitką, łączącą te właśnie seriale, są też poniekąd kontrowersje wokół nich. Mimo że „Wspaniałe Stulecie” stało się międzynarodowym hitem, wielu Turków było oburzonych takim, a nie innym ukazaniem jednego z największych osmańskich przywódców, czego dowodem były liczne skargi do Najwyższej Rady Radia i Telewizji. Ba! Widowisko potępił sam Recep Tayyip Erdoğan, będący w tamtym czasie premierem Turcji (obecnie Erdoğan jest prezydentem tego kraju). Na „Koronę Królów” chyba jeszcze nikt skargi nie napisał, chociaż po trzecim odcinku „zgnił” wiceminister kultury Paweł Lewandowski. Ogólnie rzecz biorąc, o serialu było głośno już od pierwszej plotki na temat jego powstania, a z rozwojem prac na planie zdjęciowym atmosfera wokół niego robiła się coraz gęstsza. Głownie dlatego, że do ludzi złaknionych dobrej telewizyjnej rozrywki nie do końca chciało dotrzeć, że to naprawdę będzie tylko telenowela, i że wiele hałasu o nic.

Obsada

Gdy role są dobrze obsadzone, wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Gorzej, gdy patrzy się na mówiące drewno, wtedy łatwiej przychodzi czepianie się każdego aspektu widowiska. Tak właśnie jest z „Koroną Królów”. Wybaczyłabym temu serialowi wszystko, gdybym tylko zobaczyła na ekranie prawdziwe emocje i wiarygodne postaci. A z tym jest naprawdę źle. Na palcach jednej ręki potrafię wymienić aktorów, którzy przekonują mnie swoją grą. Reszta zachowuje się tak, jakby albo grała w szkolnym teatrzyku, albo zwątpiła w projekt, ale było za późno, żeby zrezygnować. 

Na najbardziej irytującą postać wyrasta na razie przechrzczona na Annę Aldona Giedyminówna. Odtwórczyni tej roli, Marta Bryła, jest w swej kreacji nie tyle drętwa, co jednostajna. Brak jej charyzmy, którą mogłaby obdarzyć swoją bohaterkę. Wszystkie kwestie są przez nią wypowiadane zawsze w ten sam sposób, co niesamowicie nuży. Postać Aldony teoretycznie dojrzewa, zmienia się, ale na ekranie w ogóle tego nie widać. Do tego zupełnie nie czuć chemii między Bryłą a Mateuszem Królem, czyli serialowym Kazimierzem. Szkoda, bo gdyby w relacji Aldona – Kazimierz było choć trochę namiętności (czy w ogóle jakiegokolwiek uczucia), to cały serial oglądałoby się zdecydowanie lepiej. Związek Aldony z młodym księciem mógłby w ciekawy sposób ewoluować – od początkowej niechęci po miłość. Tymczasem małżonkowie są zupełnie beznamiętni, nawet kiedy odcinek kończy się ich sceną łóżkową.

Pozostałe postaci kobiece w „Koronie Królów” też nie grzeszą temperamentem, jak choćby zupełnie nijaka Elżbieta, królowa Węgier, czy wiecznie marudząca Kunegunda. To zupełnie na odwrót niż we „Wspaniałym Stuleciu”, w którym kobiety są silne, sprytne, zaradne i przebiegłe. Mężczyznom tylko wydaje się, że rządzą, a tak naprawdę są sterowani przez swoje matki i żony. Postacią, która na upartego mogłaby być tureckim odpowiednikiem Aldony, jest sułtanka Hürrem. Odtwórczyni tej roli, czyli Meryem Uzerli, jest wręcz magnetyzująca. Hürrem można kochać i nienawidzić jednocześnie, ale nie sposób zarzucić jej nijakość, ponieważ ma w sobie energię i charyzmę – to, czego tak bardzo brakuje Aldonie.

Z kolei Halit Ergenç może siedzieć nawet w rozmemłanej koszuli nocnej, a i tak będzie Sulejmanem Wspaniałym. Poprzez majestatyczną postawę, gesty, sposób mówienia aktor nie tyle gra sułtana, co po prostu nim jest. Przy tym Sulejman w jego interpretacji to nie żywy pomnik, lecz człowiek z krwi i kości, pełen ludzkich rozterek. W dodatku Ergenç znakomicie odnajduje się w interakcjach z innymi aktorami serialu, co skutkuje bardzo wiarygodnym przedstawieniem głębokich relacji, łączących osmańskiego władcę z jego matką, najlepszym przyjacielem, dziećmi, czy nałożnicami.

A co się dzieje, gdy na ekranie pojawia się książę Kazimierz? Nic, po prostu widzę młodego mężczyznę, który stara się poprawnie wypowiadać swoje kwestie, ale jakoś nie potrafię uwierzyć w to, że to jest Kazimierz Wielki. Tak, jak nie potrafię uwierzyć, że w przedstawieniu jasełkowym dwunastolatek z doklejoną brodą jest świętym Józefem.

Co zaś z królową Jadwigą i królem Łokietkiem? Halina Łabonarska to chyba najjaśniejszy punkt obsady. Aktorka ta jest właśnie jedną z tych dosłownie kilku osób, które wypadają na ekranie wiarygodnie. Do gry Wiesława Wojcika też nie mam zastrzeżeń – jego Łokietek wygląda zupełnie jak ten z obrazu Matejki. A poza tym szybko umiera.

Fabuła serialu a fakty historyczne

Zarówno „Korona Królów”, jak i „Wspaniałe Stulecie”, są jedynie widowiskami opartymi na wydarzeniach historycznych, a nie ekranizacjami kronik. Dlatego też należy przymknąć oko na pewne nieścisłości, ubarwienia czy uproszczenia prawdziwej historii, bo który serial oddaje w stu procentach całą prawdę? Serial ma przede wszystkim bawić, a od nauki są odpowiednie publikacje. Trudno mieć jednak za złe ludziom, którzy nie wierzą we wszystko, co zobaczą na ekranie, że są dociekliwi i wytykają twórcom błędy, jakie popełnili.

Jakie błędy można znaleźć we „Wspaniałym Stuleciu”? Chociażby skrzypce Ibrahima, na których nie mógłby grać w ówczesnych czasach, bo instrument ten w takiej formie po prostu wtedy nie istniał. Albo Anna Jagiellonka, która według kronik była brzydka jak noc, a w serialu zagrała ją piękna aktorka. Większych czy mniejszych nieścisłości pojawiło się mnóstwo i z pewnością niejeden znawca historii Imperium Osmańskiego śmiał się na ich widok do rozpuku. Nie przeszkodziło to jednak serialowi w odniesieniu sukcesu.

Oglądając „Koronę...”, trudno przejść obojętnie obok takich „kwiatków”, jak chociażby scena chrztu Aldony, którego obrządek wygląda identycznie jak współczesny. Czujni widzowie w praktycznie każdym odcinku wynajdują nowe błędy. Aż przychodzi mi czasem na myśl, czy „Korona Królów” nie jest przypadkiem serialem na tyle przewrotnym, iż jego twórcy celowo powtykali błędy, aby zmusić ludzi do szperania w źródłach historycznych?

korona królów, błędy historyczne, serial, recenzja,

„Korona Królów” polskim „Wspaniałym Stuleciem”?

Zgłaszam sprzeciw. Pomimo paru podobieństw, czy samych ram gatunkowych, które łączą „Koronę Królów” ze „Wspaniałym Stuleciem”, polskiego serialu o perypetiach młodego Kazimierza Wielkiego nie sposób nazwać odpowiedzią na turecki przebój o sułtanie Sulejmanie. Nie wiem właściwie, po co w ogóle czynić takie porównania. Przy „Wspaniałym Stuleciu” „Korona...” wypada bardzo ubogo, i to pod każdym względem. Polskiej telenoweli historycznej brakuje zachwycających, ale i realistycznie wyglądających kostiumów i rekwizytów, charyzmatycznych bohaterów i przede wszystkim emocji. Razi niewiarygodna jak na owe czasy sterylność oraz niedbalstwo twórców w kwestii detali. Ścieżka dźwiękowa, choć niezła, nie jest szczególnie zapadająca w pamięć. Znów w kwestii błędów historycznych, problemem „Korony Królów” wcale nie jest przeinaczanie faktów, ale ogólny słaby poziom widowiska, który nie pozwala widzom delektować się rozmachem realizacyjnym, a skłania raczej do malkontenctwa, w najlepszym przypadku do punktowania wszelkich niedorzeczności. Serial wgniata w fotel, ale ze śmiechu. A najgorsze jest to, że to wszystko z publicznych pieniędzy. Niemniej zamierzam kontynuować oglądanie, a nuż coś drgnie i zrobi się ciekawiej niż na grzybobraniu?

W pewnym sensie nawet szanuję odwagę twórców „Korony...”, że w czasach  wysokobudżetowych superprodukcji nie bali się zrobić serialu bez żadnego budżetu. W swej naiwności wierzę, że fala krytyki, która spadła na tę produkcję, nie zniechęci nikogo do podejmowania kolejnych prób stworzenia w Polsce serialu historycznego, tym razem już z prawdziwego zdarzenia. Trzymam kciuki.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale


Korona królów

Barwna kostiumowa opowieść o panowaniu najwybitniejszego władcy w dziejach Polski – Kazimierza Wielkiego, a w tle miłość, intrygi, zdrady i walka o wpływy.


Wywiady


Recenzje