2
Artykuły

Ile razy zdarzyło wam się, że po obejrzeniu filmu powiedzieliście sobie „To już?”, w waszych ustach pozostał niesmak, a po kilku godzinach tęskniliście za bohaterami tak bardzo, że mieliście ochotę obejrzeć tę samą produkcję drugi raz? Mnie zdecydowanie za dużo, żebym mógł o tym wspomnieć, nie odczuwając delikatnego wstydu istnienia bulgoczącego gdzieś z tyłu głowy. Czuję się jednak do tego zobowiązany – to w końcu bardzo istotna część tego, o czym dzisiaj napiszę.

Seriale i filmy to formy opowiadania historii złudnie podobne (bo przecież są w nich aktorzy, składają się ze scen, które z kolei składają się z ujęć, od czysto technicznej strony do ich produkcji wykorzystuje się podobny sprzęt, chociaż na inną skalę), a jednak w moim sercu jedna z nich zajmuje zdecydowanie ważniejsze miejsce – dlatego opowiem wam dzisiaj o przewadze seriali nad filmami.

Po pierwsze: jednorazowa deklaracja poświęconego czasu

Jako osoba często zajęta mam problem z tym, żeby wcisnąć w swój plan dnia obejrzenie filmu, który trwa od półtorej do trzech godzin, z kolei na serial (trwający zazwyczaj około 45 minut) dużo łatwiej znaleźć czas. Wiąże się to też z pewnym brakiem zaufania do oglądanej produkcji – mniej boli „zmarnowanie” czasu na odcinek niezbyt ciekawej serii – zdecydowanie bardziej niezadowolony jestem po obejrzeniu słabego filmu.

Po drugie: całościowy czas trwania

Ujmijmy to tak: dobry film jest jak dobre opowiadanie, a dobry serial – jak dobra książka. Liczący sobie kilkanaście odcinków sezon umożliwia twórcom opowiedzenie dłuższej, bardziej skomplikowanej historii, poświęcenie więcej czasu na rozwój poszczególnych postaci, miejsce na dodatkowe wątki i rozwiązania, których nie udałoby się zmieścić, gdyby całą historię trzeba by było zmieścić na przestrzeni półtorej godziny. Najlepszym przykładem są adaptacje książek: „Lemony Snicket's A Series of Unfortunate Events” w wersji filmowej trwała 105 minut i adaptowała fabułę aż trzech części sagi. Z kolei serialowa wersja wyprodukowana przez Netflix poświęciła każdej z powieści około 90 minut podzielone na dwa odcinki. Nie muszę chyba wspominać, która z adaptacji była lepsza i wierniejsza oryginałowi?

Po trzecie: przywiązanie do bohaterów

Nawiążę do tego, co napisałem we wstępie – przywiązuję się do bohaterów szybko, zwłaszcza jeżeli ich role są napisane i zagrane w sposób, który sprawia, że łatwo ich polubić. Dlatego często po obejrzeniu filmu odczuwam pewną pustkę, bo mam ochotę spędzić z nimi więcej czasu. Z serialami nie ma tego problemu, poznajemy postacie lepiej, więc przywiązujemy się do nich bardziej – jeszcze chętniej wracając do kolejnych sezonów.

 

Zestawienie filmów i seriali Marvela / moviepilot.com

 

Warto pamiętać, że minął już czas, kiedy seriale były niszową rozrywką z małym budżetem, a w telewizję jakościową inwestowały tylko duże stacje. Dzisiaj to medium dające szansę zaistnienia mniej znanym twórcom, a dzięki Netflixowi i innym platformom streamingowym dostęp do seriali jest łatwiejszy niż kiedykolwiek. Do pewnej „serializacji” formy doszło nawet w wielkich hollywoodzkich produkcjach – w końcu na przykład filmy należące do Marvel Cinematic Universe ogląd się już trochę jak serial, a każda „faza” uniwersum to kolejny sezon.

Właśnie za to wszystko cenię sobie seriale bardziej od filmów – dłuższe historie opowiadane krótszymi fragmentami, możliwość spędzenia dużych ilości czasu z ciekawymi bohaterami w oryginalnie wykreowanych światach. Oczywiście – nigdy nie pogardzę dobrym filmem... ale chętniej sprawdzę pierwszy sezon nowej serii od HBO.

Komentarze

(2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Paulina Fąka
    Paulina Fąka
    @Paulacorn

    Dokładnie. A do tego ja mam jeszcze ten problem, że do postaci szybko się zazwyczaj nie przywiązuję, przez co gdy na koniec w filmie ktoś umiera... żadne większe emocje mi nie towarzyszą. Bohaterowie tam są mi często obojętni bo nie miałam wystarczająco czasu by ich poznać, co dodaje kolejny plus serialom, jako iż tam mam na to czas i faktycznie mogę kogoś polubić/znielubić, a w mojej pamięci zostają na długo. ♥

  • Claptone
    Claptone

    A to prawda, zwróciłbym uwagę, nie wiem, może to moja jakaś niefortunna przypadłość, że wśród filmów łatwiej trafic na coś, co będzie trudną do strawienia katastrofą, z serialami natomiast wiem co jem i dość szybko mogę zauważyć z czym mam do czynienia. Do tego ja, żeby przywiązać się do postaci potrzebuję nieco więcej czasu, film jest i zaraz go nie ma, postacie znikają więc i znikają ze świadomości równie szybko, te nasze serialowe postacie często są z nami latami, są dłużej i częściej - to na pewno jest ich przewaga.