Artykuły

Przez ostatnie lata, dzięki platformom streamingowym, całkowicie zmieniły się nasze sposoby oglądania nowych produkcji. Zastanawialiście się kiedyś, jak binge watching wpłynął na dyskusje o serialach?

Mogłabym zacząć ten tekst od zdania w stylu: „Pamiętacie, kiedy raz w tygodniu cała rodzina zasiadała do wspólnego oglądania serialu?”. Gdybym to zrobiła, zasugerowałabym, że binge watching zmiótł ten tradycyjny sposób oglądania z powierzchni ziemi i uczynił go tylko nostalgicznym wspomnieniem. A przecież to nieprawda, bo stacje telewizyjne nadal puszczają swoje seriale w trybie „jeden odcinek na tydzień” i wcale nie jest tak, że tego nie lubimy. Nie da się jednak ukryć, że binge watching to bardzo popularny sposób oglądania seriali i niemal każdemu z nas zdarzyło się spędzić weekend (tydzień?) na kompulsywnej konsumpcji kolejnych sezonów naszych ulubionych produkcji. 


O ile sam rytuał oglądania zazwyczaj praktykujemy w pojedynkę, to drugą częścią przyjemności, jaką z serialu możemy wyciągnąć, jest... możliwość zwyczajnego pogadania o nim z innymi. Czy jednak nie wydaje wam się, że moda na binge watching zmieniła sposób, w jaki o produkcjach telewizyjnych mówimy? A może trzeba postawić jeszcze śmielszą tezę – że binge watching zabija dyskusje o serialach?

 

Co się działo w odcinku czwartym – szukanie dziury w całym

Czy wy też narzekaliście na teleporty w Westeros i braki w logice pojawiające się w niektórych odcinkach? Kiedy HBO puszcza „Game of Thrones”, każdy serialomaniak przypomina sobie, jak to jest czekać z niecierpliwością na każdy odcinek, a potem snuć rozmowy o nowym epizodzie w przerwach między zajęciami (czy to w pracy, czy w szkole/na uczelni). Odnoszę wrażenie, że mamy tendencję do nadmiernego narzekania właśnie na te seriale, które oglądamy w trybie tradycyjnym (czyli raz w tygodniu).

Binge watching - jak zmienił dyskusje o serialach?

Problem znika, kiedy uprawiamy binge watching. Bo trudno przecież skupić się na mankamentach odcinka i szukać dziury w całym, skoro zostało nam jeszcze pięć odcinków do końca, a Netflix za piętnaście sekund puści nam kolejny. Jeśli chcemy ponarzekać albo wygłosić opinię (napisać recenzję, pogadać ze znajomymi itp.), oglądamy cały sezon i dopiero wtedy formułujemy nasz osąd na temat produkcji. 

Oceniając serial po całonocnym maratonie, skupiamy się raczej na ogólnych odczuciach, które towarzyszyły nam podczas seansu, bierzemy pod uwagę całość historii oraz to, czy miała satysfakcjonujący finał i wciągający klimat. Małe grzeszki scenarzystów i reżyserów raczej nam umykają (chyba że oglądamy z notatnikiem w dłoni). Poszczególne epizody i tak zlewają nam się w jedną całość i w rozmowie o serialu trudno nam odnieść się do konkretnego odcinka. Ile interesujących wątków pominęliśmy w naszych rozmowach o „Stranger Things” wyłącznie dlatego, że połknęliśmy ten serial w jedną noc? Możemy dowiedzieć się tylko… oglądając jeszcze raz. Tym razem wolniej.

 

Ptaszek w zeszycie i jedziemy dalej!

Skoro binge watching powoduje, że o serialach dyskutujemy w kategoriach bardziej ogólnych niż przy tradycyjnym oglądaniu, logiczna wydaje się konkluzja, że o kompulsywnie oglądanych serialach rozmawiamy o wiele krócej. Jeszcze raz wrócę do przykładu z „Game of Thrones” i przytoczę swoje własne doświadczenia konwersacyjne. Rozmowy o produkcji HBO są w moim otoczeniu żywe przez dobrych kilka miesięcy – przed premierą nowego sezonu, w trakcie emisji (po każdym odcinku), a także na długo po finale. 


Jakkolwiek dobry nie byłby serial wypuszczany przed platformy streamingowe, nigdy nie zdarzyło mi się obserwować ani też uczestniczyć w zbyt wielu dyskusjach na jego temat. Ujmując temat inaczej – bloger, który ma ochotę pisać o serialach, jest w stanie wycisnąć z „Game of Thrones” o wiele więcej niż z nowego sezonu "Orange is The New Black". Może przecież pisać recenzje każdego odcinka z osobna, a potem walnąć jeszcze duży tekst podsumowujący cały sezon. I dodać kolejny o oczekiwaniach i spekulacjach dotyczących przyszłego sezonu. 

Nie twierdzę, że nie da się dywagować o poszczególnych odcinkach seriali powszechnie oglądanych w trybie maratonu. Wymaga to jednak rozłożenia sobie tego serialu na mniejsze kawałeczki. Ale… to się nie liczy, bo wtedy przecież nie mówimy już o binge watchingu, prawda? 

 

Spoiler alert – dopóki nie skończysz, wyłącz internet

OK, a co się dzieje, jeśli jednak zwolnimy nieco tempo i wbrew wszystkim oglądamy serial w tydzień zamiast w jeden wieczór?  Może wtedy zyskujemy nieco więcej tematów do rozmowy, ale… z kim tu rozmawiać, skoro wszyscy albo nie widzieli serialu w ogóle, albo już dawno go obejrzeli? Każdy z nas wie, jak trudno gadać o jakimś serialowym tytule, kiedy wiedza nasza i rozmówcy różni się o kilka odcinków.  Właściwie jedyne, co można powiedzieć, to pełne podekscytowania: „Ogladaj dalej, zobaczysz, co się będzie działo!”. I jest to oczywiście wersja uprzejma. Gorzej, kiedy wymsknie nam się spoiler. 


Te nieszczęsne spoilery, niszczyciele naszych serialowych przyjemności! W czasach, kiedy z internetu korzystamy właściwie przez cały dzień, coraz trudniej ich unikać. I właściwie nie ma innej recepty niż porzucenie Facebooka i Tumblra, dopóki nie nadrobimy tego, o czym rozmawiają wszyscy.  No i jeszcze jedno – musimy się spieszyć, bo jeśli odłożymy sobie jakiś serial o tydzień lub dwa (albo, o zgrozo – o miesiąc), to może się okazać, że hype już opadł i wszyscy zabrali się za kolejną nowość. 


FOMO, czyli fear of missing out – strach przed tym, że coś ważnego nas omija, to zjawisko, które chociaż raz w życiu odczuł chyba każdy fan seriali. Ciągła potrzeba bycia na bieżąco z nowymi popkulturowymi tworami może nie tylko podstępnie odbierać nam przyjemność z oglądania, ale też autentycznie wpływać na nasze poczucie odrzucenia lub akceptacji w grupie. Żeby o serialach rozmawiać, trzeba być na bieżąco. W teorii jest oczywiście tak, że serial z Netflixa nigdzie nam nie ucieknie i równie dobrze możemy odłożyć oglądanie nowego sezonu „House of Cards” na bliżej nieokreśloną przyszłość. Musimy się jednak liczyć z tym, że kiedy za pół roku w końcu go zobaczymy, większość naszych znajomych uprzejmie podejmie konwersacyjną rękawicę, by za chwilę zadać wam fundamentalne pytanie: „A mógłbyś mi przypomnieć, o czym był ten sezon?”. I z burzliwej dyskusji nici. 

 

Czy binge watching rujnuje dyskusje o serialach? 

Kompulsywne oglądanie to trend, który nie tylko zmienił oblicze telewizji, ale też wpłynął na sposoby dyskutowania o serialach. Rozmowy o serialach wypuszczanych całymi sezonami tak naprawdę przypominają sam akt oglądania. Są więc intensywne i skondensowane w krótkim przedziale czasowym. Jeśli podczas binge watchingu nie jesteśmy w stanie wyłapać wszystkich smaczków i szczegółów, to oczywiście nie uwzględnimy ich też w rozmowie, która musi cały czas oscylować na pewnym poziomie ogólności. Czy binge watching zabija dyskusje? Nieco je spłyca, owszem, ale nie byłabym aż tak kategoryczna. Jednym ze skutków mody na oglądanie produkcji serialowych w ten sposób jest zwiększony popyt na nowości. Producenci dostarczają ich coraz więcej, bo widzowie pragną ciągle świeżych wrażeń. Ostatecznie tematów do rozmów nie zabraknie, po prostu nie będziemy rozwodzić się zbytnio nad jedną produkcją, skoro w kolejce czeka już pięć innych. 
 

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.