1
Artykuły

„The Crown” to jeden z tych seriali, który oglądałam w dość specyficzny sposób. Z całą pewnością wynika to z faktu, że The Royal Family to temat arcyciekawy i nadal aktualny. Niestety nie zawsze byłam w stanie wyłapać pewnych konkretnych, z reguły mniej znanych, wydarzeń historycznych. Stąd też nierzadko przerywałam serial, aby zasięgnąć informacji i skonfrontować je z tym, co zostało w serialu przedstawione. I o ile fakty z życia samej królowej czy jej męża są dość znane, o tyle życie księżniczki Małgorzaty dla mnie było swoistym novum.

Umówmy się: drugi sezon „The Crown” należy do księżniczki Małgorzaty. Chodzi mi przede wszystkim o to, że postać ta została tak dobrze wyeksponowana (i zagrana!), że Elżbieta przy niej wypada trochę blado (i to dosłownie). W pierwszym sezonie było zdecydowanie za mało Małgorzaty, choć miało to swoje uzasadnienie. Oś fabularna serialu skupiała się bowiem w dużej mierze na początkach władania Elżbiety. Czas serialowy został też niejako „zjedzony” przez pokazywanie okresu dorastania sióstr. Co za tym idzie, nie za bardzo mieliśmy okazję poznać księżniczkę. Mimo to wprawne oko widza bez najmniejszego problemu zauważy różnice pojawiające się w pierwszym sezonie serialu pomiędzy charakterem Elżbiety i Małgorzaty. Można śmiało przypuszczać, że to właśnie druga z nich będzie tą niesforną siostrą, która nie za bardzo przejmuje się tym, jaką ma rolę oraz że przynależy do rodziny królewskiej. Mimo wszystko jej zachowanie, działania czy nawet kreacja, jeśli mowa o pierwszym sezonie, jest tylko naszkicowana. Miałam bardzo dużą nadzieję na to, że twórcy ukażą tę postać nieco bardziej dobitnie i wyraziście w drugim sezonie. Jak widać, nadzieja nie zawsze musi być matką głupich.

Zacznijmy od tego, że chyba lepszego castingu na postać Małgorzaty być nie mogło. Porównując zdjęcia prawdziwej księżniczki z kreacją stworzoną przez Vanessę Kirby, widać bardzo subtelne różnice. Charyzma aktorki, sposób poruszania się czy wreszcie charakteryzacja – to wszystko pasuje jak ulał do postaci księżniczki Małgorzaty. Jest też jakaś taka zadziorność w spojrzeniu Kirby, która dodatkowo podkręca wiarygodność postaci księżniczki. Oczywiście, nadal pamiętamy o tym, że to tylko serial. Aczkolwiek każdy element, który podkreśla jego autentyczność, jest mile widziany. Casting Vanessy Kirby z pewnością można zaliczyć na jego poczet.

Prawdziwa uczta dla oczu

Warstwa wizualna serialu czy kwestie związane z aktorstwem to ważne aspekty każdej produkcji – czy to filmowej, czy telewizyjnej. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeśli mowa o „The Crown”, to dość szerokie grono moich znajomych, którzy serial widzieli, niemalże wychwala pod niebiosa właśnie postać księżniczki Małgorzaty. Co jest o tyle zastanawiające, że przecież Claire Foy – odtwórczyni roli królowej Elżbiety – wcale nie wypada źle. Co zatem sprawia, że mimo wszystko widzowie kochają bardziej Małgorzatę?

Sympatyzowanie z postacią jest związane z dwoma bardzo istotnymi aspektami. Przede wszystkim widz lub czytelnik musi żywić wobec postaci jakiekolwiek uczucia. Nie ma znaczenia jakie. Najgorsze bowiem, co może się przytrafić jakiemukolwiek tekstowi kultury, to nijacy bohaterowie. Jednakże od żywienia emocji do autentycznej sympatii do danej postaci droga jest jeszcze bardzo daleka. Myślę jednak, że w przypadku Margaret sprawdziła się stara zasada, a mianowicie autentyczność postaci. Mam na myśli to, że Claire Foy, jako Elżbieta, jest trochę odrealniona. Nie jesteśmy w stanie za bardzo wejść w jej buty. Owszem, jest to dobrze poprowadzona postać, ale nadal mamy gdzieś z tyłu głowy, że jest to postać królowej. Eleganckiej, dystyngowanej, przestrzegającej zasad etykiety. Umówmy się, te cechy nie są dla nas jakoś specjalnie ludzkie. Zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku księżniczki Małgorzaty.

The Royal Femme Fatal

Przede wszystkim musimy przyznać, że jej historia nie jest różowa. To postać bardzo nieszczęśliwa, w gruncie rzeczy szalenie samotna. Pod płaszczykiem wystawnego życia, przyjęć czy schadzek kryje się wciąż ta mała, smutna księżniczka, której zdarza się płakać nocami. Małgorzata na co dzień ma na sobie całkiem zgrabną maskę. Musi się bowiem zachowywać tak, jak na księżniczkę przystało. Sęk w tym, że bez problemu jesteśmy w stanie dostrzec to, jak bardzo niewygodnie jest jej w roli, którą musi grać. Małgorzata jest księżniczką z urodzenia. Jej natura i charakter zdają się krzyczeć, że ten los nie jest dla niej niczym dobrym. Z tymi kwestiami wiążą się wszelkie skandale i problemy, które ją spotykają. Już w pierwszym sezonie możemy śledzić jej relację z Peterem Townsendem. Związek, który z góry skazany jest na porażkę, związek, który absolutnie nie ma prawa przetrwać. A mimo wszystko Małgorzata w nim trwa. Na przekór rodzinie i wszystkim dookoła. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie idealnej i ułożonej Elżbiety w takiej sytuacji, za to Małgorzata w jakiś sposób pasuje nam do takiego biegu wydarzeń. Oczywiście, jak wszyscy wiemy, związek z Townsendem kończy się bardzo źle – zarówno dla niego, jak i dla niej.

Sama kwestia emocjonalnego podejścia Małgorzaty do spraw z pozoru błahych jest czymś, z czym spokojnie wielu z nas jest w stanie się utożsamiać. Relacja – choć oczywiście miała miejsce faktycznie – z całą pewnością została nieco podkoloryzowana na potrzeby produkcji Netflixa. Warto jednak podkreślić, że jest ona przedstawiona tak autentycznie i szczerze, że widz bez dwóch zdań jest w stanie się w nią emocjonalnie zaangażować. A w dalszej kolejności współczuć Małgorzacie.

Kochamy współczuć bohaterom

Drugi sezon „The Crown” trochę opiera się na tym współczuciu. Doskonale znamy tę historię, wiemy do czego doprowadziły księżniczkę jej decyzje, wiemy też, jak bardzo przez to cierpiała. Dlatego, kiedy wdaje się ona w kolejny romans, a następnie decyduje się poślubić Tony’ego Armstronga-Jonesa, doskonale wiemy, jak to wszystko się skończy. A mimo wszystko kibicujemy jej. Ta relacja prowadzona jest w taki sposób, aby widz był w stanie się z jej uczestnikami w jakikolwiek sposób utożsamić. Co ciekawe, intymny charakter tejże relacji nie wymaga od obrazu jakiejkolwiek nagości. Ładunek emocjonalny jest budowany przez twórców za pomocą gestów i bardzo oszczędnych dialogów. To wszystko w połączeniu z grą aktorską sprawia, że momentami naprawdę czujemy się bardzo niekomfortowo, śledząc ten związek. Chodzi przede wszystkim o poczucie, że jesteśmy w takim miejscu, w którym ewidentnie nie powinno nas być. Można to porównać do wchodzenia do sypialni. Niemniej jednak kibicujemy zarówno Tony’emu, jak i Małgorzacie. Ich związek i to, dokąd nieuchronnie zmierza, przypomina bardzo piękną katastrofę.

Jednakże postać księżniczki Małgorzaty to nie tylko relacje z mężczyznami. Pamiętajmy, że Małgorzata jest księżniczką, a co za tym idzie, ma bardzo jasno określoną rolę społeczną. To, czy jej się ona podoba, czy nie – to kwestia drugorzędna. To, jak Małgorzata ją realizuje – to już zupełnie inna bajka. Błędem byłoby tutaj stwierdzenie, że jej nie rozumiemy. Czasem widz utożsamia się z Małgorzatą aż za bardzo. W efekcie możemy odnieść niejasne wrażenie, że postać Elżbiety schodzi tutaj na drugi plan.

Drugi sezon „The Crown” to zdecydowanie sezon, który należy do księżniczki Małgorzaty. Ale, o matko, jak dobrze, że tak właśnie jest! Jej postać sprawia, że losy The Royal Family, problemy, z jakimi ta rodzina się boryka, stają się dla nas bardziej zrozumiałe, bardziej przystępne. Nie da się ukryć, że księżniczka Małgorzata jest chyba najbardziej ludzką postacią, jeśli chodzi o przedstawionych w serialu członków rodziny królewskiej. Jej emocjonalność, wybory czy podjęte decyzje z jakiegoś powodu są nam niesamowicie bliskie. Mimo tego, że nie zawsze pochwalamy jej zachowanie, najczęściej nie zgadzamy się z tym, jak postępuje; nadal błędne byłoby stwierdzenie mówiące, że nie jest to postać przez nas lubiana. W dużej mierze powodem, dla którego sympatyzujemy z księżniczką Małgorzatą, jest jej charakter. Nonkonformistyczna postawa wobec sztywnych zasad, trochę butności. Wreszcie – wdzięk i urok oraz ten szalony błysk w oku. W zestawieniu z ładunkiem emocjonalnym, jaki towarzyszy tej postaci, otrzymujemy uzasadnienie naszej sympatii do niej.

Prawda jest bowiem taka, że kochamy buntowników. A jeśli w „The Crown” jest jakikolwiek buntownik, to bez wątpienia jest nim właśnie księżniczka Małgorzata.

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Dominika Ania Krzak
    Dominika Ania Krzak
    @dominikak

    Kiedy zobaczyłam ten tekst, już wiedziałam, że to będzie dokładnie to, o czym myślę w kwestii Małgorzaty. Nie da się ukryć, że postać poprowadzona jest perfekcyjnie w taki sposób, że nie da się nie kochać księżniczki. Szczerze mówiąc, przy niej Elżbieta wypada trochę sztywno, co jest jednak zrozumiałe, bo jest ona królową. Do tego ta aktorka - kwintesencja kobiecości. No, może oprócz tego ciągłego papierosa w ustach, ale to już fakt historyczny ;)
    Nie do końca zgodzę się, że nie można wyobrazić sobie w jej butach Elżbiety - wiadomo bowiem, że poślubiła Filipa jedynie dzięki swojej zawziętości. Niestety, Małgorzata nie doprowadziła do spełnienia swojej racji... Bardzo przykra jak dla mnie historia. Ale to może dzięki temu księżniczka jest taka wyrazista na ekranie.