Artykuły

Kiedy Jennifer Morrison (Emma Swan), Ginnifer Goodwin (Śnieżka), Josh Dallas (Książę), Emilie de Ravin (Bella), Jared S. Gilmore (Henry Mills) i Rebecca Mader (Zelena) ogłosili, że nie powrócą w 7. sezonie „Once Upon A Time” jako regularni bohaterowie, internet zatrząsł się od ogromu pytań i wątpliwości. Pewna era dobiega końca. Czekają nas nowe postaci, nowe miejsca i nowe przygody.

Stacja ABC wyemitowała już 8 odcinków nowego sezonu „Once Upon A Time”, który znacząco odstaje od poprzednich. Ze starej obsady wierni serialowi pozostali jedynie Lana Parilla (Regina Mills), Colin O’Donoghue (Kapitak Hak) oraz Robert Carlyle (Rumpelstilskin). U ich boku pojawiło się grono nowych bohaterów: Henry Mills już w wersji dorosłej (Andrew J. West), nowy Kopciuszek (Dania Ramirez), (prawdopodobnie) ich córka Lucy (Alison Fernandez), zła macocha, nowa antagonistka serii (Gabrielle Anwar) oraz jej córka, Drizella (Adelaide Kane). To wszystko dla „Once Upon A Time” oznacza zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. Twórcy serialu zdecydowali się na przeskok w czasie, a to zawsze stanowi pewne ryzyko dla oglądalności.

We flashbacku dowiadujemy się, że Henry postanowił wyruszyć w podróż i napisać w końcu własną historię, a jego wyjazd ze Storybrooke stanowi bazę dla nowego scenariusza. Jak to jednak zwykle bywa, pewne schematy lubią się powtarzać. Kilka lat później dorosły Henry znajduje się w paralelnej sytuacji do tej, która spotkała Emmę – przed jego drzwiami pojawia się dziewczynka, która uparcie twierdzi, że jest jego córką. Historia zatacza pełne koło, a twórcy stawiają na formułę znaną nam z pierwszego sezonu serialu. Klątwa, uśpione miasteczko, bohaterowie pogrążeni w niepamięci – jeden wielki powrót do korzeni.

Do tematu podchodziłam, szczerze mówiąc, sceptycznie. Sześć sezonów „Once Upon A Time” momentami przemęczyłam ze względu na powtarzające się schematy, dziury w fabule i ciągłe niuanse pojawiające się w drzewie genealogicznym bohaterów. Miałam wrażenie, że Kitsis i Horowitz na siłę tworzą kolejne wątki, nie mając już na nie pomysłów. Szósty sezon natomiast – dla odmiany – zakończyli dość spójnie, zamykając historie poszczególnych postaci. Wspólna kolacja przy stole byłaby idealną sceną finałową dla całego serialu… Gdyby nie fakt, że ogłoszono powstanie kolejnego sezonu.

Odejście aktorów, na których opierała się cała fabuła, było bez wątpienia szokiem – tak samo jak fakt, że Kitsis i Horowitz zdecydowali się mimo wszystko kontynuować show. Ale, jak głosi słynne przysłowie, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. „Once Upon A Time” zdecydowanie potrzebowało zmian i nowego początku. Kiedyś przecież biło rekordy popularności i plasowało się na szczycie najchętniej oglądanych seriali. A z biegiem czasu stało się obiektem coraz większej liczby negatywnych recenzji... Bo jak długo można oglądać schematyczne walki bohaterów z siłami zła?

Tak naprawdę sezon 7. to pierwszy sezon nowej historii. Bez żadnego problemu można by zacząć oglądać „Once Upon A Time” właśnie teraz, a jedynym, co byśmy ominęli, byłyby nawiązania do poprzednich sezonów. Kitsis i Horowitz skopiowali własny serial… w tym samym serialu: za Emmę podstawiając Henry’ego, a za Henry’ego Lucy, zamieniając Storybrooke na Hyperion Heights. Sezony 1. i 7. otwierają nawet takimi samymi ujęciami. Formę również zostawili tę samą, na zmianę ukazując sceny z teraźniejszości i retrospekcje jeszcze sprzed klątwy. A jednak… Jest coś w tym sezonie, co wzbudza nadzieję.

Zmierzenie się niejako na nowo z przenoszeniem baśniowych i fantastycznych postaci do prawdziwego świata to kolejny test dla Kitsisa i Horowitza. I moim zdaniem na razie przechodzą go pozytywnie. 7. sezon „Once Upon A Time” nie tylko mocno nawiązuje do 1., wywołując sentyment widzów, ale i otwiera drzwi do wielu niezbadanych jeszcze historii. Nowi bohaterowie wprowadzają powiew świeżości i przywracają wiarę w potencjał serialu. Akcja zaczyna nabierać tempa, wątki – rozwijać, a postaci dostarczać nowych perspektyw. Koniec z ciągłym wspominaniem przemiany wewnętrznej Reginy czy szastaniem ciągle przewijającym się tytułem „Wybawicielki” Emmy. Czas na Kopciuszka, który próbuje odnaleźć siebie i walczyć mimo protekcji i silniejszej pozycji macochy. To moment dla Henry’ego, ale tym razem w roli tego, który musi sam uwierzyć. I wreszcie pora na Victorię Belfrey, macochę Kopciuszka, nowy zły charakter. Kto wie, może dorówna Rumpelstilskinowi? Może nawet będzie lepszą antagonistką, skoro wreszcie celuje w kogoś innego niż Emmę?

Wiele osób nadal ma sentyment do „Once Upon A Time”. Oczywiście, oglądalność spada, ale serial nadal utrzymuje się w ramówce i przyciąga miliony osób z całego świata. Jest w nim coś baśniowego, niezwykłego… Magicznego. I chociaż uważam, że zakończenie historii na 6. sezonie byłoby idealnym wyjściem, rozumiem decyzję producentów. Mało tego, po obejrzeniu kilku pierwszych odcinków, nie jestem nią rozczarowana. Co prawda „Once Upon A Time” nigdy nie będzie już w moim osobistym rankingu tak wysoko, jak po zakończeniu 3. sezonu, ale muszę przyznać, że twórcy mnie przekonali. Jeżeli oglądanie takiej mieszanki starego i nowego „Once Upon A Time” to cena, jaką trzeba zapłacić za przywrócenie serialowi w miarę dobrego poziomu, jestem gotowa to zrobić.

Też uważacie, że zmiana nie zawsze musi być zła? Jak oceniacie 7. sezon „Once Upon A Time”?

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Once Upon a Time

W dniu 28 urodzin do drzwi Emmy puka pewien chłopiec. Dzięki niemu kobieta trafia do niewielkiego miasteczka Storybrooke, gdzie postacie z bajek i baśni istnieją …