Artykuły

„Znanie się na serialach” – dla mnie najbardziej rozmyte pojęcie na świecie. Co to właściwie znaczy? Czy ktokolwiek powinien się legitymować dokładną wiedzą w tak rozległej dziedzinie? Obiektywnie nie wydaje mi się, by było to możliwe. Oczywiście istnieją znawcy poszczególnych gatunków, ale ogarnąć umysłem i zdrowym rozsądkiem cały ten temat graniczy z niemożliwością.

To pojęcie jest również bardzo subiektywne. Dla niektórych osoba, która cokolwiek ogląda, jest niczym arbiter tajemnej wiedzy, innym imponuje dopiero pół etatu spędzone przed srebrnym ekranem. Są też tacy, którzy w życiu nie przekonają się, że spędzanie czasu na oglądaniu seriali może być bardziej produktywne niż gapienie się w ścianę.

Pewnie niejednemu serialomaniakowi zdarzyło się usłyszeć stwierdzenie, że zna się na serialach. Jest to powód do dumy czy poczucia presji? Bo mimo wszystko jest się swego rodzaju autorytetem i być może chodzącą encyklopedią. Usłyszałam to zdanie po raz pierwszy, gdy oglądaliśmy razem z chłopakiem „Stranger Things”. Zatrzymywałam wówczas seans i dzieliłam się teoriami, co moim zdaniem wydarzy się za moment na ekranie. Z reguły moje przypuszczenia okazywały się trafne i za każdym razem posyłał mi zdziwione spojrzenie wyrażające: „Skąd ty to wiesz? Nie mów, że jak poszedłem wcześniej do łazienki, to obejrzałaś ten fragment”. Warto tu też zaznaczyć, że był to jeden z pierwszych obejrzanych przez niego seriali, nie licząc oczywiście tych kilkuset odcinków kultowej „The Bold and the Beautiful” w bardzo wczesnym dzieciństwie. W tamtym momencie zaczęłam zastanawiać się, jak duży wpływ na dostrzeganie szczegółów sugerujących dalsze możliwe rozwiązania akcji ma liczba obejrzanych w przeszłości seriali.

 

 

Sama na początku mojej przygody z oglądaniem nie czułam się zbyt pewnie, bałam się dyskutować z innymi, bo miałam wrażenie, że źle interpretuję niektóre przesłanki. Z czasem przekonałam się, że nie istnieje coś takiego jak zła interpretacja, to po prostu kolejna teoria, a ja zauważyłam coś zupełnie innego niż pozostali. Myślę, że później człowiek coraz bardziej uczy się dostrzegać schematy i zasady, które panują w serialowych kanonach oraz zabiegi producentów, które mają za zadanie przykuć uwagę widza.

Na jakiej zasadzie to działa? Czy wraz z rosnącą liczbą obejrzanych odcinków wzrasta również umiejętność przewidywania dalszych losów bohaterów? Osobiście uważam, że ma to duży wpływ na postrzeganie serialu. Często wykorzystywane są schematy fabularne, muzyka zmienia się, kiedy ma stać się coś złego lub dramatycznego, albo ujęcia kamery poprzedzające nagły zwrot akcji stają się szybsze. Dlatego właśnie osoby, które mają na swoim koncie dłuższe listy z odhaczonymi tytułami, mają większą szansę na intuicyjne dostrzeżenie pozornie nieistotnych detali, które przeoczy świeżak.

Nie skreśla to jednak widzów, którzy zaczynają przygodę z oglądaniem; równie dużo, jak od obycia z tematem, zależy od spostrzegawczości, zaangażowania i uwagi, jaką się poświęca produkcji. Jest to kwestia bardzo indywidualna. Zdarza się, że stary zjadacz seriali nie widzi czegoś, co rzuca się w oczy na pierwszy rzut oka, a młodzik dostrzeże to bez większych poszukiwań. Różnice te widać często podczas snucia teorii na forach (w wątkach dotyczących nadchodzących nowych sezonów i odcinków) oraz podczas dyskusji ze znajomymi. Niemal zawsze znajdzie się co najmniej jeden człowiek, który dostrzegł coś, czego innym nie było dane zobaczyć; coś, co rzuca zupełnie inne światło na sprawę i rozjaśnia dotychczas nieodkryte zakamarki. W takich momentach większość fanów dochodzi do wniosku, że chyba konieczny będzie rewatch i spędza kolejne godziny w poszukiwaniu szczegółów, którymi podczas kolejnej rozmowy powali na łopatki rozmówcę.

Wiele razy byłam świadkiem i uczestnikiem dyskusji o bardziej lub mniej lubianych przeze mnie serialach, takich, którym poświęcałam uwagę wprost proporcjonalną do sympatii. Faktycznie widać różnicę między osobą zafascynowaną produkcją a taką, która podchodzi do niej raczej obiektywnie i na chłodno  Analiza fabuły jest zupełnie na innych poziomach i nawet intuicja serialomaniaka nie pomoże, kiedy człowiek ogląda coś jednym okiem i bez większego zaangażowania. Wtedy zwraca się uwagę na ogół, a szczegóły stają się nieistotnymi (często nawet irytującymi) elementami.

Jaki z tego wniosek? „Znanie się” na serialach jest bardzo uzależnione od oceniającego i jego stosunku do ocenianego i samego tematu. Na wyższą skuteczność w dostrzeganiu szczegółów nie wpływa wyłącznie długi staż oglądania (oraz rozległa wiedza tematyczna). Dlatego gdy ktoś zwróci uwagę, że „znakomicie znasz się na serialach”, nigdy mu nie wierz, bo sam nie wie, co mówi.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.