2
Artykuły

Ponad dwa miesiące temu w mustłoczach pisałem o „Breaking Bad”. Jeśli ktokolwiek czytał tamten tekst, to nie może go dziwić, że tym razem na Must Watch listę trafia spin-off historii o Walterze Whicie – historia o tym, jak narodził się cyniczny i charyzmatyczny Saul Goodman – „Better Call Saul”.

Do słynnych spin-offów naszych czasów zaliczają się takie tytuły jak... no... no tak. Właściwie nie mamy w serialowym uniwersum ostatnich 5-6 lat wielu spin-offów wartych uwagi. Jeżeli już pojawia się jakiś serial, który bazuje na uczynieniu z postaci drugoplanowej jednego serialu bohatera pierwszoplanowego drugiego serialu (bo taka jest idea spin-offu), to taka produkcja znika po jednej serii i nikt najczęściej za nią nie tęskni. Ta nieunikniona porażka wydaje mi się wpisana w samą ideę spin-offu – kiedy oglądamy jakiś dobry serial, to wydaje nam się, że o tym zabawnym/fascynującym/tajemniczym bohaterze drugoplanowym z wielką przyjemnością dowiedzielibyśmy się czegoś więcej; ba, poznali całą jego historię! Ale ostatecznie ta postać została napisana jako drugoplanowa. Aktor, który ją gra, został wybrany do zagrania postaci drugoplanowej (z mniejszą gażą, wymagającą najczęściej mniej zaangażowania i wiążącą się równie często z mniejszymi umiejętnościami). Poziom skomplikowania takiej postaci w scenariuszu będzie najczęściej dużo mniejszy, stąd też zresztą często nasze uwielbienie dla niej – łatwiej twórcom wydobyć z niej jedną cechę, która nas uwodzi.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie dziwi, że trudno jest z takiej postaci uczynić bohatera pierwszoplanowego z ciekawą, wielowymiarową historią. Tym większa zasługa twórców, kiedy udaje się stworzyć ze spin-offu serial dobry. A wybitny spin-off to już prawdziwy serialowy jednorożec, (s)twór mityczny i legendarny. Dlatego tym bardziej warto go sobie obejrzeć. Warto obejrzeć „Better Call Saul”.

 

Nieskończony potencjał bohaterów „Breaking Bad”

Przy spin-offie nie sposób nie wspomnieć o serialu, z którego on „się wywodzi”, czyli w tym przypadku o legendarnym „Breaking Bad”, o którym pisałem ponad dwa miesiące temu. Emitowana od 2008 do 2013 roku seria jest jednym z kamieni węgielnych serialowego sukcesu – jako zjawiska. Wprowadzała ona niezwykle przemyślany, zaskakujący scenariusz z wieloma zwrotami akcji, postacie pierwszoplanowe, które przykuwały do foteli przed ekranem i postacie drugoplanowe, które ciekawiły i fascynowały nierzadko bardziej niż postacie pierwszoplanowe w innych produkcjach.

Jimmy McGill, Chuck McGill, bracia, Better Call Saul

O tym, jak wielki był potencjał tych postaci, świadczy właśnie sukces „Better Call Saul”. Vince Gilligan – twórca „Breaking Bad” (w duecie z Peter Gouldem) zdecydował się zrobić z nowego serialu prequel. Powstała historia opowiadająca o tym, jak Saul Goodman narodził się w duszy Jimmy'ego McGilla, aby nim w końcu całkowicie zawładnąć. Późniejszego cynicznego, amoralnego i czarującego prawnika, który zarządza pieniędzmi z kryminalnego imperium Walthera White'a, poznajemy w spin offie jeszcze pod jego prawdziwym nazwiskiem – Jimmy'ego McGilla, kiedy desperacko chce zdobyć uznanie swojego starszego brata Chucka – legendy w prawniczym świecie. Próbuje też zasłużyć na miłość Kim Wrexler, ambitnej prawniczki, która, podobnie jak on sam, do wszystkiego musiała w życiu dojść sama. Sam Jimmy jest nikim – prawnikiem bez klientów i z wątpliwym wykształceniem z internetowego Uniwersytetu Samoa Amerykańskiego. Sypia we własnym biurze-klitce przerobionym ze składziku na tyłach salonu piękności klasy C. Dodatkowo jego brat cierpi na rzadką chorobę, w wyniku której jest uczulony na elektryczność, co oznacza, że nie może prowadzić normalnego życia (w każdym aspekcie współczesności występuje bowiem prąd elektryczny), a Kim pracuje w firmie prawniczej, z której Jimmy z hukiem odszedł i której właściciela nienawidzi. Dodatkowo Jimmy ma wśród bliskich (zasłużoną) opinię cwaniaka i specjalisty od przekrętów, nie cieszy się też zaufaniem. To wszystko przypomina trochę początek „Breaking Bad”, prawda? Bo też serial jest nieodrodnym dzieckiem Vince'a Gilligana, a umieszczanie bohaterów na życiowym dnie i przyglądanie im się przez psychologiczną lupę wydaje się jego specjalnością.

Jimmy McGill, Kim Wrexler, love, Better Call Saul

Fascynujące konstelacje głównych bohaterów

Dynamika, jaką tworzą aktorzy grający Jimmy'ego/Saula (Bob Odenkirk), Chucka (Michael McKeen), Kim (Rhea Seehorn) i znienawidzonego przez Jimmy’ego Howarda Hamlina (Patrick Fabian), stanowi niesłabnący silnik całego serialu. Wszyscy oni jak satelity krążą wokół życia głównego bohatera, od czasu do czasu wchodząc w interakcje ze sobą. Dodatkowo Howard i Kim, pracując w jednej firmie, mają swoją własną wspólną trasę po tej orbicie. Choć to się później zmienia. Kiedy się zastanowię, moje orbitalne porównanie jest pewnie o tyle nietrafne, że konstelacje bohaterów zmieniają się jak w kalejdoskopie, a to chyba nie jest cecha ciał niebieskich. Ten, kto wydawał się przyjacielem, nagle zbacza na kurs kolizyjny, a połączeni wspólną trasą bohaterowie polecą w zupełnie innych kierunkach. To wszystko jest raczej jak fascynujący balet, gdzie z harmonii w jednym momencie przechodzimy do gwałtownych i dramatycznych ruchów w innym. Twórcy mają niewątpliwy talent w tworzeniu i zmienianiu tych konstelacji; talent ten uwydatnił się w „Better Call Saul” nawet bardziej niż w „Breaking Bad”. Jest on jednak też widoczny w grze samych bohaterów, których postacie nierzadko muszą zrzucać lub nakładać radykalnie różniące się od siebie różniące maski.

Yin i yang – Saul i Mike

Najmocniejsza strona serialu to jednak sama postać Saula i jego zmagania, nie tylko z trudnym losem, ale też z tkwiącą w nim samym dwoistością: cwaniak, złodziej i oszust Saul, walczący przeciwko przyzwoitemu, łaknącemu miłości brata i kobiety facetowi z wielkim sercem – Jimmym. To prequel, więc z jednej strony wiemy, jak to wszystko dla Jimmy'ego się skończy – nie zostanie po nim nawet ślad. Nie ma dla niego nadziei. Ale czy na pewno? W wywiadach twórcy sugerują możliwość innego rozwiązania. Przecież w samym „Breaking Bad” widywaliśmy Saula głównie w interakcji z Walterem, nie wiemy, jaki jest poza tym. Dodatkowo do serialu włączone są krótkie, czarno-białe sceny z trzecią „reinkarnacją” tego bohatera w przyszłości – Genem. Gene wydaje się facetem przegranym, skończonym, karą za okres Saula w życiu Jimmy'ego. Ale ponoć wątek ten ma zasłużyć na większą uwagę w czwartej serii, więc być może czeka nas niespodzianka.

Mark Ehrmantraut, Better Call Saul

Jednak tym, co jeszcze bardziej wzmacnia siłę serialu, jest inna postać przeniesiona z „Breaking Bad”, grany przez Jonathana Banksa Mike Ehrmantraut. Jego historia to jedyna, która nie jest wprost powiązana z opowieścią o Jimmym – Mike ma swoją własną trajektorię. Tak naprawdę oglądamy więc dwa prequele: „Better Caul Saul” i „Mike's Beat Cop Story” – obok opowieści o prawniku-cwaniaku, historię człowieka, który w końcu stanie się (bardzo niechętnym) partnerem Waltera White'a i kimś więcej. Mike jest kompletnym przeciwieństwem Jimmy'ego, który z wielu sytuacji wydostaje się dzięki swojemu krasomówstwu – gadaniu, przekonywaniu, nakłanianiu, kłamaniu. Słowa Mike’a nie interesują zupełnie – nie mówi prawie w ogóle, a jeśli już, to wygłasza bądź krótkie komunikaty, bądź bardzo zwięźle swoje przekonania na temat świata (np. takie, że raz danego słowa trzeba dotrzymać). Mike działa. Często oglądamy sceny, gdzie Mike przychodzi w jakieś miejsce i wykonuje szereg czynności, które nie mają pozornie większego sensu, żeby w scenie pod koniec odcinka przekonać się, co chciał on osiągnąć, kiedy zastawiona przez niego pułapka zaskakuje jakiegoś przeciwnika albo zdobyte dane przydają się głównym bohaterom.

To tworzy zupełnie inną relację, w której Jimmy traci swoją główną broń – Mike jest absolutnie odporny na dar przekonywania prawnika. Jednocześnie ci dwaj nie stykają się wcale tak często, zakładam, że w tle czeka ich jakiś wielki finał, ale jak na razie są jak Yin i Yang – dwie siły niezbędne dla funkcjonowania serialu, ale niestykające się prawie w ogóle.

Saul Goodman, Better Call Saul

How Jimmy became Saul? Or does Jimmy become Saul?

Recenzowanie tak dobrze zrobionej i ciekawej serii, jak „Better Call Saul”, jeszcze przed jej zakończeniem (właśnie rozpoczął się czwarty sezon), niesie ze sobą takie niebezpieczeństwa, że zakończenie nie spełni oczekiwań i w przyszłości „Better Call Saul” będzie oceniany jako serial zupełnie przeciętny. Te obawy są uzasadnione szczególnie tym, że od czwartej serii Vince Gilligan, którego duch unosi się nad obydwoma opisywanymi tu projektami, ma brać w jej realizacji coraz mniej aktywny udział. Wydaje mi się jednak, że jest to dobra droga w realizacji ciekawych projektów serialowych. Zamiast „dogrywać” kolejne niezaplanowane serie i psuć dobre produkty, lepiej po roku-dwóch przerwy zrobić inny serial, nawiązujący do poprzedniego. W ten sposób wrażenie kontynuacji dla zagorzałych fanów pozostaje, a jednocześnie otrzymujemy dwa bardzo dobre produkty.

Serial można zobaczyć w całości na Netflixie. Właśnie rozpoczęła się emisja 4 serii.

Komentarze

(2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Zabawna sytuacja bo rozmawiałem ostatnio ze znajomym, któremu powiedziałem, że już w 3 serii wydawało mi się, że Gilligana jest jakby mniej jak wcześniej co widać choćby po ilości odcinków, które napisał i wyreżyserował. Przeważnie piloty i finałowe odcinki były jego, ale co raz mniej jego odcinków jest. A z 4 serii z której poleciały dwa odcinki nie napisał żadnego ani nie wyreżyserował. I powiedziałem znajomemu, że wcale nie zdziwiłbym się jakby Gilligan miał coraz mniejszy udział w serialu, że przekazał pałeczkę współtwórcy BCS czyli Peterowi Gouldowi. Miałem okazję oglądać ostatnio wywiad z jednym z aktorów i potwierdził moją teorie, że serial przejął Gould. Ale nie martwię się, że poziom spadnie, bo Gould w sezonach 1-3 BCS oraz w BB pokazał wielokrotnie jak dobrym jest scenarzystą, a skoro to on razem z Vincem współtworzył 3 sezony BCS to sam pewnie da radę. Nie jest to gość który przyszedł znikąd, tylko tak samo ważna osoba w BCS co Gilligan. A jak pokazały pierwsze odcinki poziom serialu nie spadł po tym jak Gilligan ograniczył swoją rolę i dlatego spokojny jestem, że do końca 4 serii poziom będzie utrzymany. Tutaj wywiad o którym wspomniałem. https://www.youtube.com/watch?v=sm-ke-CfcoE

    • Mateusz Myślicki
      Mateusz Myślicki
      @MateuszMyslicki

      @michax: O mniejszej roli Gilligana napisałem trochę z dziennikarskiego obowiązku, bo też w jakimś wywiadzie ktoś o tym wspominał (pisanym co prawda, nie wiem czy nie sam Gould). Też nie sądzę, żeby poziom spadł, chociaż przyznaję, że odcinków z 4 serii jeszcze nie widziałem (wolę oglądać, kiedy już wszystko będzie dostępne), ale czytałem o nich dużo dobrego. Więc ogólnie jestem bardzo optymistyczny. Wywiad z obejrzę :).

Powiązane

Seriale

Breaking Bad

Głównym bohaterem "Breaking Bad" jest Walter White (Bryan Cranston), nauczyciel chemii mieszkający w Nowym Meksyku wraz z żoną (Anna Gunn) oraz nastoletnim synem …


Better Call Saul

Fabuła rozgrywa się siedem lat przed wydarzeniami z „Breaking Bad”. James McGill to oszust, który postanawia obrać nową, legalną drogę kariery i staje się prawnikiem, …


Artykuły