Artykuły

Są takie pytania, na które od zarania dziejów ludzie poszukują odpowiedzi. Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy i gdzie trafimy po śmierci. Ognie piekielne, rajski ogród, kraina poległych wojowników, stan permanentnej nirwany – każda kultura i każda religia ma swoją wersję zaświatów. Jednak wszystkie zgadzają się co do tego, że na dobrych ludzi czeka po śmierci nagroda. Jest też jeszcze jedno bardzo ważne pytanie, które każdy powinien sobie zadać, choć odpowiedź jest w tym przypadku zdecydowanie łatwiejsza: czy może być coś lepszego niż serial komediowy o życiu pozagrobowym? Zdecydowanie nie! UWAGA! TEKST ZAWIERA SPOILERY DOTYCZĄCE DRUGIEGO SEZONU.

Welcome! Everything is fine

Na drugą stronę trafiamy razem z Eleanor Shellstrop, która właśnie dowiedziała się, że jest martwa. I że wcale nie ma się czym martwić, bo jej dobre uczynki na ziemi sprawiły, że trafiła do nieba. Tylko że już za chwilę okazuje się, że to wcale nie o tę Eleanor Shellstrop chodziło, a główna bohaterka jest daleka od ideału. Eleanor całe życie była niesympatyczna, dbała tylko o siebie, przeklinała i sprzedawała schorowanym ludziom sproszkowaną kredę zamiast lekarstwa. Takiej postaci niełatwo byłoby kibicować w unikaniu piekła – zwłaszcza, że po drugiej stronie torturowana jest prawdziwa Eleanor. Jednak Kristen Bell, która wciela się w główną rolę, ma taką charyzmę, że nawet liczne wady nie zniechęcają widza do jej bohaterki.

Good or bad?

W tej wersji życia pozagrobowego o tym, czy trafimy do dobrego czy do złego miejsca decyduje liczba punktów zdobytych przez cały nasz pobyt na ziemi. Przepuściliście kogoś w kolejce, oddaliście książki do biblioteki na czas, a może pamiętaliście o urodzinach siostry? Jesteście właśnie kilkadziesiąt punktów do przodu! Jednak wystarczy jeden koncert Red Hot Chilli Peppers czy nawet samo bycie artystą, by trafić do The Bad Place. Gorliwe modlitwy też raczej nie pomagają, bo samo niebo nie jest tu odzwierciedleniem żadnych wierzeń i nie pojawia się w nim żadne bóstwo.

A jak wygląda ten raj? Z serialu dowiadujemy się, że jeśli zdobyliśmy podczas swojego życia wystarczającą ilość punktów, to po śmierci zamieszkamy w Dobrym Miejscu, podzielonym na niewielkie osiedla. Swoje życie od tej pory będziemy prowadzić w otoczeniu 321 innych osób – wybranych tak, żeby tworzyć idealnie zgraną, sielską społeczność. Jedna z tych osób będzie naprawdę wyjątkowa i zostanie naszą bratnią duszą.

Znasz uczucie, które pojawia się w twoim sercu na widok zdjęcia dwóch malutkich wydr trzymających się za łapki? Właśnie tak będziesz się czuł codziennie.

Skoro w zaświatach tak dobrze nas znają, że potrafią dopasować do nas drugą połówkę, z którą spędzimy życie wieczne, to na pewno nasz nowy dom też będzie idealny. Uwielbiacie klauny, islandzki design, domki na drzewie czy kryształowe żyrandole? Świetnie, właśnie to dostaniecie! Taka okazja aż prosi się o puszczenie wodzów fantazji. W tym magicznym świecie nie ogranicza nas budżet, warunki klimatyczne czy tak przyziemne sprawy, jak plan miejscowy i prawo budowlane. A i prawa fizyki pewnie dałoby się nagiąć i zamieszkać w domu do góry nogami. Tutaj każdy może żyć jak chce i gdzie chce, a w tej samej okolicy mogą stać ogromny pałac, skromny domek i ascetyczna jurta. Jednym zdaniem – każdemu według potrzeb.

Sąsiedztwo, do którego trafia Eleanor, zaprojektowane jest przez Michaela i jest jednym z wielu niewielkich osiedli. Różnią się one od siebie między innymi klimatem i pogodą; jedne są bardziej wiejskie, a część zdecydowanie miejska. Jednak wszystkie pełne są miejsc sprzedających mrożone jogurty. Ponieważ jest to pierwszy zrealizowany projekt Michaela (po 200 latach czeladnictwa!), to przykłada on naprawdę sporo uwagi do tego, by wszystko było idealne. Centrum to malownicza plątanina uliczek, przypominająca swoim wyglądem południe Europy. Pełno tu malutkich knajpek, uroczych sklepików zaspokajających najskrytsze pragnienia – „Your Anticipated Needs”, „Adorable Animal Depot” czy „Warm Blankets”. Jest nawet restauracja, w której można dostać cokolwiek się tylko zamarzy. Wszystko jest takie pastelowe i miłe, że aż chciałoby się spędzić tam wieczność.

Taki klimat twórcom udało się osiągnąć między innymi dzięki wykorzystaniu scenografii w Universal Studios nazywanej Little Europe – tego europejskiego uroku nie da się podrobić. Nawet tereny zielone wokół osiedla miały przywoływać na myśl rajskie ogrody. Za plan filmowy posłużyły też Huntington Gardens w Pasadenie, o których twórca serialu Mike Schur powiedział, że to miejsce najbliższe niebu.

„What the fork!”

Brzmi jak raj, prawda? Ale jeśli obejrzeliście pierwszy sezon „The Good Place” to wiecie, że… wszystko napisane powyżej o fabule serialu to wierutna bzdura. Zgadzają się tylko dwie rzeczy – po pierwsze Eleanor naprawdę nie była zbyt dobrym człowiekiem, a po drugie to faktycznie pierwszy tego typu projekt Michaela. Chociaż każdy z odcinków kończy się niewielkim cliffhangerem, to dopiero finał sezonu tak zaskakuje, że człowiek zaczyna się zastanawiać nad wynalezieniem wehikułu czasu, byleby jak najszybciej rozpocząć oglądanie kolejnego sezonu. Okazuje się bowiem, że Eleanor trafiła do The Bad Place. Całe osiedle i wszyscy jego mieszkańcy zostali zaprojektowani tak, by torturować protagonistkę i trójkę jej przyjaciół. Za tą cukierkową fasadą krył się naprawdę przebiegły plan, który trwać miał przez tysiące lat. Jednak Michael nie był zbyt kompetentnym architektem i wszystko legło w gruzach o wiele wcześniej, niż się spodziewał. Jak widać, nie każdemu noszącemu muszkę można zaufać…

People = Good

Drugi sezon zaczynamy już z tą wiedzą, podczas gdy Eleanor ma wyczyszczoną pamięć i zastanawia się kim lub czym jest Chidi. Może się wydawać, że otrzymujemy trochę powtórkę z rozrywki – bohaterowie muszą ponownie zmierzyć się ze swoimi wadami i przechytrzyć Michaela. Ale w „The Good Place” postawiono nie tylko na humor, ale i na etyczne i filozoficzne dysputy. Czy czegoś innego można było się spodziewać po serialu komediowym dziejącym się w zaświatach? Tajemniczy Chidi to profesor etyki, uczący najpierw Eleanor, a później i innych bohaterów, jak być lepszym człowiekiem. Niekiedy te lekcje są strasznie nudne i polegają tylko na czytaniu książek, ale trafia się również bardzo obrazowe przedstawienie tzw. dylematu wagonika. Czy można kłamać dla ochrony drugiej osoby? Czy czyjeś potrzeby mamy stawiać powyżej swoich? A i najważniejsze – czy w ogóle można nauczyć kogoś bycia lepszym? Na te pytania serial próbuje nie tyle odpowiadać, co raczej zachęcać widzów do rozwiązywania etycznych dylematów i wprowadzaniu zmian w swoje życie. Robi to we właściwy sobie, komediowy sposób. Nie ma lepszego sposobu na nauczenie się czegoś niż przyswajanie wiedzy poprzez zabawę.

A jeszcze trochę odcinków tej komedii nas czeka – serial wraca w styczniu po zimowej przerwie. Niedawno NBC ogłosiło, że „The Good Place” powróci w trzecim sezonie, więc możemy liczyć na kolejne lekcje etyki. To wystarczająco dużo czasu, żeby samemu zastanowić się nad swoim życiem i wprowadzić do niego pewne zmiany. W końcu chyba nikt nie chciałby trafić do takiego The Bad Place.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Good Place

„The Good Place” to miejsce, do którego po śmierci trafiają dobrzy ludzie. I do tej wspaniałej krainy, dzięki swoim dobrym uczynkom i nienagannemu życiu, dostaje …